Ile kosztuje bycie profesjonalnym sportowcem? Kamil Jastrzębski ŚOB #073

Ile naprawdę kosztuje bycie profesjonalnym sportowcem? Mój gość, Kamil Jastrzębski – mistrz Polski w maratonie i debiutant z czasem 2:11:07 w Walencji – nie owija w bawełnę: samo leczenie kontuzji wraz z fizjoterapią i basenem zamknęło się u niego w okolicach 15 tysięcy złotych. W tym odcinku Kamil opowiada o swojej drodze przez złamanie kości krzyżowej, zapalenie ścięgna Achillesa i kaletki, oraz o tym, jak pomimo trzech zastrzyków i wielu miesięcy bez biegania zdołał dopiąć start w Walencji w gronie elity.

Streszczenie odcinka

Spotkanie z Kamilem Jastrzębskim

Moim gościem w 73. odcinku po raz kolejny był Kamil Jastrzębski – mistrz Polski w maratonie, etatowy gość mojego podcastu (to już szóste pojawienie!) i jeden z najmocniejszych długodystansowców w kraju. Tym razem rozmawialiśmy tuż po jego debiucie w Walencji, gdzie pobiegł 2:11:07 – wynik, który dał mu zarówno minimum na mistrzostwa świata i Europy, jak i kwalifikację olimpijską (limit to 2:11:30). Kamil przyszedł do mnie pełen energii i emocji – po latach kontuzji, po trzech zastrzykach, po miesiącach bez biegania. Powiedział mi, że Walencja była nagrodą za pozytywne myślenie i nieskończoną cierpliwość.

Walencja – jak to się udało

Kamil opowiedział mi o samej eksplozji wyniku po latach kontuzji.

Strefa elity i rezerwacja hotelu

Kamil dostał miejsce w strefie elity. Jego trener Grzegorz Berto poinformował go o kwalifikacji, co dało mu dodatkową motywację. Polecieli z Modlina o 7:30 rano w czwartek przed niedzielnym startem. Hotel zarezerwowany od czwartku do niedzieli – rozsądnie wcześnie, by zaadaptować się do hiszpańskiej temperatury. Kamil powiedział mi, że nie chciał ryzykować z lotem w sobotę – debiut w elicie wymagał maksymalnej kontroli nad czynnikami zewnętrznymi.

Sprawdzona dieta przed biegiem

Kamil opowiedział mi, że w Walencji trzymał się makaronu, ryżu, sosu pomidorowego i mięsa. Nie kombinował z hiszpańskimi daniami, paelią ani tapas. Wiedział, po co tam jest, i nie pozwolił sobie na żadne kulinarne eksperymenty. Po biegu nadrobił – ale dopiero gdy wynik był już w kieszeni. Powiedział mi: „taki start to nie wyjazd turystyczny, tylko praca”.

Bieg na szybką nawierzchnię

Wynik 2:11:07 padł na klasycznej, szybkiej trasie Walencji – mocno obsadzony peleton, dobre warunki, zorganizowane punkty żywieniowe. Kamil powiedział mi, że na trasie nie było żadnych niespodzianek – grupa biegła w równym tempie, zające prowadziły solidnie, on sam trzymał się planu trenera. Punkty z bidonami były na każdym 5 km, więc nie musiał kombinować z piciem.

Koszt kontuzji – 15 tysięcy złotych

Kamil nie ukrywał, że bycie zawodowcem kosztuje – nawet w Polsce, gdzie ma częściowe wsparcie z wojska i COMS-u.

Złamanie kości krzyżowej

Wszystko zaczęło się – jak mi opowiedział – od złamania kości krzyżowej w 2022 roku. Kontuzja wykluczyła go z treningów na wiele tygodni. Powrót zaczął od marszobiegów: minuta marszu na dwie minuty biegu, potem dwie minuty marszu na cztery minuty biegu. To była powolna, mozolna praca. Powiedział mi, że tygodniami nie biegał normalnego rozbiegania – każdy dzień był terapią.

Zapalenie ścięgna Achillesa

Kamil opowiedział mi, że gdy zaczynał wracać do biegania, podświadomie odciążał prawą nogę (po stronie złamania) i w ten sposób przeciążył lewy Achilles. Klasyczny błąd kompensacyjny. Zapalenie ścięgna wykluczyło go z treningów na kolejne 3 miesiące. To wtedy psychika została wystawiona na największą próbę – jeden uraz to ekstremalne, ale dwa uraz po sobie to test charakteru.

COMS – pomoc szkolenia centralnego

Dzięki tytułowi mistrza Polski Kamil został wcielony do szkolenia centralnego i mógł korzystać z Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej na Żwirki i Wigury w Warszawie. Otrzymał trzy zastrzyki przyspieszające zrastanie ścięgna (czynnik wzrostu, osocze bogatopłytkowe). Powiedział mi, że bez tej pomocy nie byłoby Walencji – sam by takich procedur nie sfinansował.

Zapalenie kaletki

Gdy Achilles zaczynał się goić, ból przeniósł się niżej – do kaletki w okolicach pięty. Kolejne zastrzyki, kolejne tygodnie bez biegania. Kamil powiedział mi, że łącznie miesiącami nie mógł trenować pełnowartościowo – w sumie ponad rok przerwy z różnymi kontuzjami, które nakładały się na siebie.

Koszty prywatne – 15 tysięcy złotych

Kamil powiedział mi: fizjoterapia (po 200 zł za wizytę raz w tygodniu), basen, praca manualna, dodatkowe konsultacje, witaminy i suplementy. Zsumowane wydały mu się „blisko 15 tysięcy złotych”. To pokazuje, że bycie zawodowym sportowcem w Polsce to też duża inwestycja finansowa – dla większości amatorów nie do pomyślenia.

Trener Grzegorz Berto – fundament

Kamil pracuje z Grzegorzem Berto. Powiedział mi, że bez tej współpracy nie byłoby Walencji. Trener nie tylko układa plan, ale wspiera psychicznie w okresach kontuzji – bo wtedy zawodnik najbardziej tego potrzebuje. Berto, jako były mocny zawodnik, rozumie wewnętrzną grę zawodnika z własną głową. Kamil powiedział mi, że często rozmawiali nie o treningu, tylko o tym, jak przetrwać kolejny tydzień bez biegania, jak utrzymać motywację, gdy znów boli.

Powrót do biegania – kalendarz

Kamil opowiedział mi, że w kwietniu/maju 2023 zaczął wracać do biegania – krótkie marszobiegi, potem dłuższe. Na obozie w Spale w czerwcu próbował biegów ciągłych, ale dalej cierpiał na kłucie. Przez kolejne miesiące dostawał kolejne zastrzyki. Dopiero we wrześniu zaczął robić pełnowartościowe treningi maratońskie – co oznacza, że na Walencję miał tylko 10-12 tygodni mocnej pracy. Z perspektywy klasycznego cyklu maratońskiego (16-20 tygodni) to bardzo mało – tym bardziej imponujące, że pobiegł 2:11.

Pozytywne myślenie – walka z kontuzją

Kamil wprost powiedział mi: pozytywne myślenie w kontuzji ma większą moc niż zamartwianie się. Kto walczy o swoje, wraca szybciej. Kto się załamuje, wydłuża własną rekonwalescencję. Powiedział mi, że codziennie powtarzał sobie: „za miesiąc będzie lepiej, za dwa miesiące jeszcze lepiej”. Nie pozwalał sobie na czarne myśli o końcu kariery, mimo że obiektywnie dwa nakładające się urazy mogły taki koniec oznaczać.

Olimpijska kwalifikacja – 2:11:32

Kamil opowiedział mi, że minimum na igrzyska wynosi 2:11:30. Pobiegł 2:11:07 – więc minimum w kieszeni. To pierwszy mocny krok w kierunku Paryża 2024. Powiedział mi, że teraz najważniejsze jest utrzymanie zdrowia – nie kolejne mocne starty, tylko świadome zarządzanie obciążeniami, by Achilles i kaletka nie wróciły. Mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy, ewentualnie igrzyska olimpijskie – wszystko jest realne.

Plan na 2024 – ostrożnie do Paryża

Kamil zarysował mi plan. Po Walencji – długie roztrenowanie. Wiosną 2024 lekkie starty (półmaraton, dycha) jako sprawdziany. Główny start – maraton wiosenny dla potwierdzenia formy, a potem albo igrzyska, albo mistrzostwa Europy. Powiedział mi, że nie chce więcej dwóch maratonów rocznie – to za duże obciążenie po latach kontuzji. Jeden maraton plus jedne mistrzostwa to optymalny plan.

Czego nauczyłem się z tej rozmowy

Z rozmowy z Kamilem wyniosłem dwie najmocniejsze lekcje. Pierwsza – że pozytywne myślenie nie jest motywacyjnym banałem, tylko narzędziem rekonwalescencji. Kamil był tygodniami w bólu, w niepewności, a mimo to wracał. Druga – że bycie zawodowym sportowcem w Polsce to też duża inwestycja finansowa: 15 tysięcy złotych na samo leczenie kontuzji. To liczba, którą warto powtórzyć każdemu, kto myśli, że polski sport długodystansowy stoi tylko na państwowych pieniądzach. Stoi też na osobistych portfelach zawodników – i ich charakterze.

Najnowsze odcinki podcastu

Max Czyżykowski – Jak tworzyć treści o bieganiu, które nie są nudne?

Damian Rudnik: Moja biegowa przygoda – od 1500 metrów do ultra

Te suplementy faktycznie działają w bieganiu. Kamil Suwała