Jak przebiec 100 kilometrów, jeśli całe życie biegało się piątki, schody i biegi górskie? Piotr Łobodziński – wielokrotny mistrz świata w biegach po schodach – nie kryje, że na setkę w Krynicy Zdroju ściągnęła go nagroda 100 tysięcy złotych, a nie wewnętrzna potrzeba ultra. W tym odcinku Piotrek opowiada, jak łączy wojskową służbę z trenowaniem, dlaczego nie biega maratonów od piętnastu lat oraz dlaczego kobiety w biegach górskich potrafią wyciągać procentowo lepsze wyniki od mężczyzn.
Moim gościem w 71. odcinku był Piotr Łobodziński – jeden z najbardziej rozpoznawalnych biegaczy po schodach na świecie, wielokrotny medalista cyklu światowego, weteran takich zawodów jak Empire State Run-Up w Nowym Jorku czy Burj Khalifa w Dubaju. Piotrek przyszedł do mnie z opowieścią o nowym rozdziale swojej kariery – właśnie ukończył setkę w Krynicy Zdroju i pracował od kilku miesięcy w wojsku jako saper w jednostce w Kazuniu pod Nowym Dworem Mazowieckim. Tuż przed naszą rozmową wygrał całą Ligę Biegów Górskich, choć sam mówił o sobie pół żartem „dość bez formy”.
Piotrek opowiedział mi o swoim modelu kariery, który jest w polskim środowisku ewenementem. Startuje w biegach po schodach, biegach górskich, biegach ulicznych i krótszych dystansach. Pandemia ograniczyła kalendarz biegów po schodach, więc Piotrek przerzucił akcent na góry – i z powodzeniem. Powiedział mi, że to wszechstronność jest jego siłą: organizm zawodnika trenującego na zmianę krótkie dystanse, schody i biegi górskie nie wypala się jednym typem bodźca. Każda dyscyplina dokłada coś nowego do bazy, co potem procentuje w innych formatach.
Piotrek wygrał polską Ligę Biegów Górskich w cyklu dwuletnim. Powiedział mi, że to dla niego ważny tytuł, bo pokazuje, że zawodnik wszechstronny może odnaleźć się w wielu różnych odsłonach biegania – od krótkich vertical po dłuższe trasy. Teraz wchodzi też w biegi górskie ultra. Zwrócił mi uwagę, że biegi górskie w Polsce dynamicznie rosną – pojawiają się nowe imprezy, nowe lokalizacje, nowi sponsorzy.
Piotrek otwarcie powiedział mi, dlaczego pojechał na 100 km do Krynicy Zdroju. Pierwsza edycja imprezy oferowała 100 tysięcy złotych dla zwycięzcy – i to była główna motywacja Piotrka. Powiedział mi: „bez nagrody by tam nie pojechał, bo do tak długich dystansów ciągnie go niezbyt mocno”. Woli biegi godzinne lub trzygodzinne. To bardzo szczera i ciekawa odpowiedź – Piotrek nie udawał, że to wewnętrzna pasja, tylko racjonalna kalkulacja zawodowca.
Piotrek opowiedział mi, że na pierwszej edycji z powodu nowości stawka nie była światowa – głównie Polacy, Czesi, Słowacy i jeden Amerykanin. Zwycięstwo było dlatego „stosunkowo łatwe” na tle tego, co mogło być, gdyby nagroda przyciągnęła Kenijczyków lub Etiopczyków. Prognozuje, że jeśli pula nagród się utrzyma w kolejnych edycjach, stawka będzie znacznie mocniejsza.
Piotrek powiedział mi, że biegał maraton tylko raz – w 2006 lub 2007 roku w Warszawie, z czasem 2:59. Od tamtego czasu nie wraca do tego dystansu. Wytłumaczył mi, że nie przemawia mu monotonia maratońskiej pracy – długi dystans to spokojne wzmacnianie organizmu, podczas gdy on lubi intensywność i zmienność. Schody, vertical, biegi górskie z technicznym terenem – to dyscypliny, w których ma wewnętrzny zapał. Dwie i pół godziny biegu po asfalcie nie daje mu tej iskry.
Piotrek podzielił się ze mną ciekawą obserwacją. Powiedział mi, że kobiety w skyrunningu wypadają procentowo lepiej niż mężczyźni o porównywalnej masie ciała. W sportach mocno siłowych (np. podnoszenie ciężarów) różnica między mężczyzną a kobietą o tej samej masie jest ogromna. W bieganiu – gdzie liczy się głównie wytrzymałość i lekkość – ta różnica jest dużo mniejsza. A w biegach górskich, które są mniej siłowe, niż się wydaje (więcej w nich techniki i wytrzymałości tlenowej), różnica jest jeszcze mniejsza. Stąd kobiece rekordy świata w skyrunningu nie odbiegają tak drastycznie od męskich.
Piotrek z podziwem mówił mi o aktualnym rekordzie świata kobiet w półmaratonie (poniżej 1:03). Nazwał ten wynik „kosmosem” i pokazał, że biegi kobiece osiągają poziom, którego dawniej nikt by nie przewidział. To dla mnie była ciekawa perspektywa – Piotrek, jako zawodowy biegacz, śledzi i podziwia również kobiece bieganie na najwyższym poziomie.
Piotrek polecił mi (i moim słuchaczom), by ktoś chcący powalczyć o dobry wynik w maratonie lub półmaratonie wybrał Walencję – w październiku lub grudniu. Trasa jest świetna, warunki sprzyjające, stawka mocna, organizacja na najwyższym poziomie. Sam jednak nie planuje tam jechać – zamiast tego wraca do biegów po schodach, jeśli pandemia pozwoli, i pracuje nad sezonem górskim.
Piotrek opowiedział mi o swojej pracy w wojsku jako saper. Powiedział mi, że służba traktuje sport poważnie i daje mu stabilność finansową oraz organizacyjną. Łączy ją z trenowaniem własnym i pracą trenerską z zawodnikami amatorami. Wymaga to ścisłej organizacji, ale pozwala mu kontynuować karierę bez stresu o przyszłość po sporcie. To model, który rekomenduje każdemu młodemu zawodnikowi – szukać stabilności, która nie wyklucza wyczynu.
Piotrek powiedział mi, że schody pozostają jego głównym znakiem rozpoznawczym. Żaden polski biegacz nie ma tak długiej i medalowej kariery w tym formacie. Empire State Run-Up, Burj Khalifa, długoletnie zwycięstwa w Polsce – Piotrek jest synonimem tej dyscypliny w naszym kraju. Powiedział mi, że gdy pandemia pozwoli, wraca w pełni do schodów – ale traktuje to jako jedną z kilku dyscyplin, nie jedyną.
Piotrek zdradził mi, jak trenuje pod biegi po schodach. To kombinacja siły biegowej (krótkie podbiegi w górach), pracy beztlenowej (interwały na bieżni elektrycznej) i samej specyfiki schodów (powtórzenia w wieżowcach lub na trybunach stadionowych). Powiedział mi, że trening na schodach jest brutalny dla organizmu – pełne obciążenie kwadricepsów, łydek i ramion. Dlatego bilansuje go biegami w terenie, gdzie organizm ma więcej swobody.
Piotrek zarysował mi plany. Schody, jeśli kalendarz pozwoli. Biegi górskie – obrona tytułu w Lidze i może próby ultra. Może powtórka setki w Krynicy, jeśli nagroda się powtórzy. Powiedział mi, że ma w głowie też kilka biegów zagranicznych, których szczegóły zostawia sobie na ostatnią chwilę – świat covidowy nie pozwala dziś planować na rok do przodu.
Z rozmowy z Piotrkiem wyniosłem dwie najmocniejsze rzeczy. Pierwsza – że dobry biegacz nie musi być specjalistą jednego dystansu. Wszechstronność (schody, góry, asfalt, biegi przełajowe) buduje organizm, który nie wypala się jednym typem treningu. Druga – że nie wszystko w sporcie musi być wewnętrzną pasją. Setka w Krynicy była dla Piotrka kalkulacją finansową – i to też jest legalna, dorosła motywacja. Zawodowy sport to też zawód, a zawód polega na tym, że robi się rzeczy, za które się płaci. Cała filozofia.