Trening to długi proces – Dariusz Boratyński, mistrz Polski w biegach przełajowych z Wrocławia, dobrze o tym wie. W tym odcinku Darek opowiada, jak wygląda jego praca z trenerem Jackiem Boczkiem, dlaczego nazywa siebie specjalistą od przełajów (ale czuje się dobrze również na 1500, 3000 i 5000 m) oraz jak wyglądały jego treningi przed debiutem półmaratońskim. Padają konkretne układy jednostek: długie wybiegania ze zmianami tempa, odcinki kilometrowe na stadionie i biegi zmienne na płaskich wałach Odry.
W 79. odcinku zaprosiłem do rozmowy Dariusza Boratyńskiego – mistrza Polski seniorów w biegach przełajowych z 2021 roku, biegacza klubu Parasol Wrocław, który pracuje pod okiem trenera Jacka Boczka. Darek pochwalił mi się też świetnymi wynikami na bieżni – 4:19 na 1500 m, 16:38 na 5 km, 14:01 (kojarzona przez fanów) na 5 km – a w 2021 roku zadebiutował w półmaratonie czasem 1:05 z hakiem, zdobywając brązowy medal MP. Obronił też świeżo pracę magisterską z fizjoterapii i już w trakcie naszej rozmowy zaczynał pracować z pacjentami w domach – łącząc to z treningiem na poziomie kadrowym.
Darek z uśmiechem potwierdził mi w rozmowie, że krąży o nim opinia, jakoby był „najlżejszym w historii listy mistrzów Polski w biegach przełajowych”. Sam dodał, że w przełaju zawsze biegało mu się dużo lżej niż na stadionie czy ulicy – lekka budowa daje przewagę na miękkim podłożu. Powiedział mi, że może i nie jest „specjalistą tylko od przełajów”, ale czuje się dobrze w każdym rodzaju biegów długich – od 1500 m, przez 3000 m i 5000 m, po dychę i półmaraton. W tym roku planuje też debiut maratoński, choć dopiero w 2023 roku.
Gdy zapytałem Darka o podsumowanie sezonu 2021, on od razu podzielił mi go na dwie części.
Darek opowiedział mi, że pierwsza połowa sezonu była dla niego nieudana. Wracał po jednym z najdłuższych urazów w karierze – stanu zapalnego okostnej obu kości piszczelowych (shin splints), spowodowanego pęknięciem ortopedycznej wkładki, której nie wymienił na czas, bo poświęcanie dnia na wyjazd do Poznania do doktora Nowaka wydawało mu się niewarte tej fatygi. Dołożyła się do tego intensywna praca nad pracą magisterską z fizjoterapii (skomplikowana, bo ponad 60% rocznika obroniła się dopiero we wrześniu) i nieregularny tryb dnia. Na 3000 i 5000 m nie osiągnął nawet poziomu z 2018-2019.
Druga połowa sezonu przyniosła zwrot. Po debiutancznym brązowym medalu MP w półmaratonie w Bydgoszczy (1:05:5x), Darek zdobył tytuł mistrza Polski w biegach przełajowych seniorów, pokonując m.in. Patryka Kozłowskiego. Przyznał mi, że to dziś obiektywnie największy sukces jego kariery.
Darek opowiedział mi szczegółowo, dlaczego od lat zmaga się ze stanem zapalnym piszczeli. Ma delikatną szpotawość kolan – stopy uciekają mu do wewnątrz – a kości piszczelowe nie są idealnie proste, tylko biegną delikatnie po łuku. To powoduje, że przeciążenia z mięśni przedniego przedziału podudzia przenoszą się nieprawidłowo na kości. Wyjazdy do doktora Nowaka w Poznaniu po nowe wkładki ortopedyczne to dla niego rytuał co pół roku; jego wkładki mają lekko odklejoną boczną krawędź stopy, żeby wymusić delikatną pronację. Powiedział mi wprost: „bez nich na dłuższą metę nie mogę biegać”.
Darek dopiero co obronił pracę magisterską z fizjoterapii. Powiedział mi, że licencjat był produktywny, ale magisterka – w dużej mierze online z powodu pandemii – była rozczarowaniem (nie wpuszczono studentów na oddział szpitalny, ćwiczenia kliniczne odbywały się zdalnie). Mimo to nie żałuje – fizjoterapia to zawód, który zawsze chciał wykonywać. Dzisiaj dojeżdża do dwóch-czterech pacjentów dziennie do domów; powiedział mi, że to obciążenie, które pozwala mu jeszcze zrobić mocny trening lub nawet dwa treningi dziennie, jeśli dobrze zarządzi czasem. Inspiruje się zresztą Mikołajem Raczyńskim – tym belgijskim biegaczem, który był 5. na ME w przełajach, a pracuje jako fizjoterapeuta w niepełnym wymiarze.
O trenerze Jacku Boczku Darek mówił z największym szacunkiem.
Darek powiedział mi, że gdy zaczynał współpracę – kończąc kategorię juniora młodszego – Boczek otwarcie zadeklarował, że nie zależy mu na medalach w niższych kategoriach, lecz na tym, by Darek osiągał swoje najlepsze wyniki jako senior. Ta filozofia „długiego procesu” do dziś definiuje ich pracę. Trener nie obiecuje skoków o dwie klasy w ciągu roku – stawia na powolny progres z roku na rok, jeśli zawodnik jest zdrowy.
Darek zwrócił mi uwagę, że Boczek nigdy nie krzyczy na treningach, nie okazuje irytacji, jest spokojny i opanowany – chociaż „podobno potrafi krzyczeć z daleka na finiszach zawodów”. Ich osobowości pasują do siebie – obaj są raczej spokojni i cierpliwi.
Darek powiedział mi, że widzi, jak Boczek systematycznie zmienia bodźce treningowe z sezonu na sezon – nigdy nie szuka „na oślep”, każda zmiana jest przemyślana. To dało mu poczucie pewności, że trening idzie w dobrym kierunku.
Darek otworzył mi przed mikrofonem swój dziennik treningowy.
Typowy trening Darka to 3x10x400 m na prędkościach startowych. Przy treningu pod 5 km czy dychę 400-tki są szybsze, z półminutową przerwą; pod półmaraton wydłuża przerwę do 200 m truchtu (czyli 50-paru sekund), co daje mu znacznie więcej krążenia na stadionie. Robił też 10×1000 m z przerwą 200 m. Wszystko to – jak mi powiedział – uczy organizm zniesienia długiego wysiłku bez zatrzymań.
Na Wałach nad Widawą, blisko domu i blisko trenera, Darek znajduje płaskie odcinki kilkunastu kilometrów z oznaczeniami co 100 metrów (z dwiema przerwami: pod mostami i przez ulicę 32). Tam robi biegi zmienne i ciągłe. Przykładowa jednostka: 18 km średnio po 4:00/km, a ostatnie 6 km po 3:30/km. Powiedział mi, że to pomaga mu znieść długi wysiłek i przygotować się na półmaraton oraz przyszły maraton.
Dopytałem Darka o jego pierwszy półmaraton.
Darek opowiedział mi, że plan zakładał tempo 3:05/km – tak na pograniczu połamania 65 minut. Pierwsze 5 km wykręcił po 3:08, następne (po błędnym dołączeniu do Adama Głogowskiego) po 3:04, a potem zwolnił do 3:07-3:08, a od 19. km do mety – nawet do 3:20.
Na 5 km do mety Darek miał 20 sekund przewagi nad Przemkiem Dąbrowskim, ale ten go dogonił na ostatnim kilometrze. Darek powiedział mi, że nie mógł sobie pozwolić, by w taki głupi sposób stracić medal MP po dwóch latach bez krążka, więc zacisnął zęby i ostatni kilometr przebiegł poniżej 2:55. Brązowy medal został w domu, choć przez tydzień dochodził do siebie. Nie miał niedosytu – debiut zawsze rządzi się swoimi prawami.
Niespodziewanie zabawnym wątkiem była nauka picia podczas biegu. Darek zaczął używać izotonika z węglowodanami i przez kilka pierwszych kubków tracił kilka sekund, bo zwalniał i potem opryskał oczy Adamowi Głogowskiemu, biegnącemu obok. Powiedział mi, że to lekcja, której nikt z trenerów nie uczy, a okazuje się kluczowa od dystansu półmaratońskiego w górę.
Darek otwarcie wskazał mi swoją największą słabość: gdy nadchodzi zmęczenie, traci 5-10 sekund/km, znacznie więcej niż wymarzona „idealna kontrola”. Tempo przelotowe nie sprawia mu kłopotu, problemem jest druga połowa wysiłku. Pocieszyłem go, że Olek Wiącek na 5 km drużynowych ME ostatnie km biegał wolniej niż otwarcie – kryzys jest demokratyczny.
Sprawdziłem przed nagraniem wszystkie cztery starty Darka na ME w przełajach: 23., 54., 69., 58. miejsce. Spytałem prowokacyjnie, czy to „eurowpierdol Polaków”. Darek wytłumaczył mi, że jego najlepszy start (23.) jako junior to nadal jeden z najlepszych wyników polskich mężczyzn w ostatnich latach – poza Szymonem Kulką, który zdobył mistrzostwo Europy juniorów. Dodał ze szczerością, że niektóre starty były słabe nie z powodu poziomu Europy, lecz okoliczności: w 2018 w Tilburgu się przewrócił na przeszkodzie i przez 500 m biegł wolniej niż 4:00/km; w Lizbonie w 2019 obrał taktykę „pierwsze okrążenie zachowawczo, potem przyspieszę”, a okazało się, że na poziomie europejskim z 60. miejsca już się nie da odrobić.
Darek przyznał mi, że jest specjalistą od drugich miejsc w klasyfikacjach Free Trail Wrocław – dwa cykle wygrał, potem trzy razy z rzędu był drugi (raz za Kamilem Karbowiakiem, dwa razy za Szymonem Dorocińskim). Zdradził mi też, że nigdy nie przegrał w bezpośrednim biegu z Mikołajem Czeronkiem, poza jedynym startem na 800 m w 2018 roku, gdzie Czeronek pobiegł 1:54, a on 1:55, tydzień przed swoim zwycięstwem na MP młodzieżowców na 10 000 m. W latach 2017-2020 Darek był też w City Trail Stream, co zapewniało mu sprzęt i odżywki.
Wojtek Sierkowski poprosił mnie, żebym koniecznie zapytał Darka o siłę biegową – bo wydaje mu się, że Darek za nią nie przepada.
Darek powiedział mi, że teraz robi raz w tygodniu siłownię z trenerem Boczkiem (gryf, wejścia na stopień, większe ciężary, przeskoki) plus raz w tygodniu trening motoryczny u fizjoterapeutki Angeliki Kuśnierz-Stępień. Dodał, że odkąd wprowadzili większe ciężary, jego szybkość poszła w górę, a profilaktyka kontuzji znacznie się poprawiła.
Darek przyznał mi, że ze wszystkich form siły biegowej najbardziej lubi podbiegi. Resztę traktuje obowiązkowo – nie narzeka, ale nie czerpie z tego ogromnej przyjemności.
Darek otwarcie powiedział mi, że jego największym błędem treningowym przez wiele lat był brak regeneracji – w liceum i na pierwszym roku studiów spał po 5-6 godzin na dobę, łapał urazy w marcu-kwietniu, ledwo wstawał z łóżka. Punktem zwrotnym był pierwszy rok młodzieżowca, gdy w sezonie wystartował tylko raz. Wtedy poukładał priorytety: bieganie na pierwszym miejscu, studia na drugim, dieta, sen. Po tych zmianach – powiedział mi – odkrył, że trening nie musi być męczący, że można rano wstawać świeżym, że bodźce są regenerowane w ciągu jednego dnia.
Darek opowiedział mi o swojej żonie Anioli (byłej wieloboistce i sprinterce na 400 m) oraz dwuipółletniej Kasi. Powiedział, że priorytetem jest rodzina, ale udaje mu się znaleźć czas i na bieganie, i na pacjentów. Z humorem opowiedział, że Kasia w żłobku nazywana jest „biegaczką”, bo nigdzie nie chodzi – wszędzie biegnie, nawet od ściany do ściany. Z chustą weszli kiedyś z Kasią na Wysoki Kamień, a innym razem zjechali z Jakuszyc do Kopalni Stanisław z wózkiem (wnieśli go z powrotem na górę). Dziś Kasia woli rowerek i hulajnogę, więc bieganie z wózkiem nie wchodzi w grę.
Darek zapowiedział mi, że w 2022 roku skupi się na bieżni (poprawa życiówek na 5 km i dychę), potem znowu półmaraton (najchętniej szybki, w superlidze, z własnymi punktami odżywczymi), a debiut w maratonie planuje na wiosnę 2023 roku. Trener Boczek już go pierwszy raz zapytał o maraton po Bydgoszczy – Darek się trochę przestraszył – ale ostatecznie ustalili, że bez celu typu mistrzostwa Europy/świata (które są zaporowe na debiut), nie ma sensu się spieszyć.
Z rozmowy z Darkiem wyniosłem lekcję cierpliwości w treningu. Mistrz Polski w przełajach pokazał mi, że nawet z lekką budową ciała i wadami anatomicznymi (szpotawe kolana, kości piszczelowe w łuku) można dominować na miękkim podłożu, a długi proces przygotowań – konsekwencja, dobry trener, słuchanie organizmu, regeneracja – zaprocentuje w kolejnych latach. Ich filozofia z Boczkiem – „nie obiecujemy nagle skoku o dwie klasy” – jest dla mnie najsilniejszą myślą tego odcinka.