„Ja po prostu kocham trening!” – tak Kasia Solińska, jedna z czołowych polskich biegaczek górskich i ultramaratonek, opisuje swoją relację ze sportem. Czy to bieganie, basen, czy rower – wszystkie aktywności sprawiają jej taką samą radość. W tym odcinku Kasia opowiada o przeprowadzce z Krakowa do rodzinnej Draganowej w sercu Beskidu Niskiego, sześciu latach w biegach górskich, drodze od półmaratonów do dystansów stukilometrowych oraz o tym, jak iñaki – były kolarz zawodowy, dziś trener z Katowic – zaraził ją zupełnie innym podejściem do treningu.
W 84. odcinku zaprosiłem do rozmowy Kasię Solińską – jedną z czołowych polskich biegaczek górskich i ultramaratonek, medalistkę mistrzostw Polski na różnych dystansach (złoto, srebro, brąz na dystansach Ultra i długim). W chwili nagrania świeżo przeprowadziła się z Krakowa do rodzinnej Draganowej w sercu Beskidu Niskiego (województwo podkarpackie). Z wykształcenia psycholog (psychologia stosowana, drugi kierunek to studia na uniwersytecie pedagogicznym w Krakowie), na co dzień Kasia jest też trenerką i prowadzi grupę zawodników. Przez ostatnie lata trenuje pod okiem iñakiego, meksykańskiego trenera z bagażem triathlonowym Ironmanowym, który mieszka w Katowicach. Niemal rok wcześniej rozmawialiśmy z Kasią dla Bieganie.pl – tym razem dłuższa, bardziej osobista rozmowa.
Kasia powiedziała mi, że jej przygoda z biegami górskimi trwa już blisko sześć lat – „nie wiem, jak ten czas minął, ciągle mi się wydaje, że dopiero zaczynam”.
Zaczynała od półmaratonów, przeszła przez maratony, 60-kilometrowe biegi. Dziś ukierunkowuje się na 100 km i dłuższe dystanse. „Tutaj się zatrzymam, nie idę w 200 km i więcej”.
Kasia ściga się też za granicą, gdzie zajmuje miejsca w pierwszej dziesiątce dużych imprez prestiżowych.
Zanim zaczęła biegi górskie, Kasia trenowała lekkoatletykę przez 4 lata.
Kasia powiedziała mi, że trenowała pod 300 m, 400 m i 600 m w klubie KKB MOSiR Krosno – „nie pytaj o czasy, naprawdę nie pamiętam”. Skończyła w liceum z różnych powodów: zmiana trenera, matura, studia, pierwsze miłości, brak osoby, która by ją zatrzymała w sporcie.
Zapytałem, czy daje jej to przewagę nad innymi trail-runnerami. Kasia odpowiedziała, że niekoniecznie – „osoby, które trenują narciarstwo lub skitury, są bliżej trail-runningu niż lekkoatletyka”. Ale przyzwyczajenie do reżimu treningowego, do tego, że trening jest naturalną częścią dnia – to ogromna wartość.
Kasia opowiedziała mi, jak wróciła do sportu po przerwie.
Na pierwszym roku studiów (Uniwersytet Pedagogiczny) Kasia zapisała się do AZS-u – 2 treningi w tygodniu, raczej dla towarzystwa. Praca jako kelnerka przesunęła to dalej.
Kasia z humorem opowiedziała mi, że zaczęła biegać półmaratony jako prezent na urodziny mamy – z koszulką „Wszystkiego najlepszego, mamo!”. Mama jest jej wiernym kibicem.
W 2016 roku Kasia postanowiła, że pobiegnie maraton w Krakowie. Wynik – 3:23 z sekundami. To jej do dziś aktualna życiówka maratońska – nie wracała na asfalt. „Myślę, że może bym łamała 3 godziny – ale nigdy się nie sprawdzę”. To jej przykład, jak słabo szybkość drogowa przekłada się na bieganie górskie – „mistrzynie Polski w górach biegają 3:20 maraton i nikt się nie dziwi”.
Kasia opowiedziała mi o momencie zakochania się w bieganiu górskim.
Znajomy zabrał ją do Lasku Wolskiego na bieg 11 km. „Myślałam, że zostawię życie na trasie. Po tym wydarzeniu zaczęłam szukać informacji o biegach górskich”.
Wojtek Mazurkiewicz był jej pierwszym trenerem trail-runningu. „Trochę bardziej ukierunkował trening, ale to wciąż było bardzo podstawowe”.
Na zeszłorocznym festiwalu UTMB Kasia zajęła 5. miejsce w biegu na 100 km (CCC) – jeden z największych sukcesów swojej kariery.
Kasia powiedziała mi, że jej przygotowania zostały przerwane przez chorobę, więc na start wyszła „z rezerwą”, nie wiedząc, ile organizm wyciągnie. „Z perspektywy czasu wiem, że jest jeszcze przestrzeń – nie na miejsce, ale na czas”.
Kasia podzieliła się ze mną filozofią Ultra: „za zakrętem nie stoi meta”. Powtarza swoim zawodnikom: „zastanów się, czy jesteś w stanie skończyć ten bieg w takim tempie, w jakim zacząłeś. Jeśli odpowiedź brzmi nie – zwolnij”.
Kasia wyznała mi z humorem, że na początku CCC ze względu na wąską ścieżkę musiała stanąć w czołówce – jej tętno było 170-180, czyli blisko progu. „Modliłam się, żeby to się skończyło – ale potem już biegłam swoim komfortowym tempem”. Standardowo nie poleca takiego początku.
Najciekawszy wątek metodyczny rozmowy.
Kasia opowiedziała mi, że iñaki pochodzi z Meksyku. Jego żona jest Polką, dlatego rodzina przeprowadziła się najpierw do Krakowa, potem do Katowic. iñaki jest byłym czołowym triathlonistą Iron Man w Meksyku.
Kasia poznała iñakiego przez męża Maćka. Maciek to były zawodowy kolarz, dziś też trener. iñaki w Polsce robił badania wydolnościowe w AWF Katowice z kolegą Maćka i tak powstał kontakt.
Kasia początkowo zazdrościła Maćkowi treningu z iñakim – „on idzie 2-3 razy dziennie po godzinę, a ja jeden raz”. 2 lata i 2 miesiące temu sama przeszła pod skrzydła iñakiego.
Główna różnica vs poprzedni trening: 80% treningu Kasi odbywa się w pierwszej strefie (regeneracyjnej, tlenowej). Spokojne biegi po 6:30/km. „Wydawało mi się, że spaceruję – ale to działa”.
Kasia robiła badania wydolnościowe na AWF Katowice. Standardowy protokół to zwiększanie prędkości co 2 minuty o 1 km/h, ale iñaki kazał wydłużyć do 3 minut, „żeby ujawniły się procesy fizjologiczne dłuższego trwania”. Wynik: Kasia jest w stanie bardzo długo korzystać z przemian tłuszczowych – idealna do długich dystansów.
Kasia powiedziała mi, że iñaki planuje karierę w cyklach 5-letnich. „Pierwsza rozmowa: jaką zawodniczką chcesz być za 3, 5 lat? Wiem, gdzie chcę być za 5 lat i kolejnych 5”.
Kasia opowiedziała mi o swoim wszechstronnym treningu.
Na początku Kasia jeździła na trenażerze i szosie iñakiego, w jego za dużych butach. Teraz ma własny sprzęt. „Pierwszy rok był trudny – byłam przyzwyczajona do biegania szybciej”.
Kasia chodziła na basen w szkole i na studiach. Dziś używa go regularnie z deską obciążającą, pracuje nad górną partią ciała. „Nad techniką dużo bym jeszcze popracowała, ale to przyszłość”.
Kasia chodzi na siłownię w Krośnie 2-3 razy tygodniowo. Główne ćwiczenia: przysiady ze sztangą na suwnicy, dwugłowe nogi, mięśnie pośladkowe (dla biegacza najważniejsze, jak mi powiedziała), bossy, skrzynia, wyskoki, przeskoki. „Po Hiszpanii bez siłowni nogi mi spuchły – mięsień czworogłowy z całą resztą zaprotestował”.
Kasia podkreśliła wagę mobilności bioder, jogi, treningu stopy, kostki, kolan. „W górach pracuje cała stopa, kostka, balans – musisz to przećwiczyć w bezpiecznych warunkach”.
Dopytałem Kasię, skąd czerpie wiedzę.
Kasia poleciła mi stronę trainingmag.com z artykułami o sportach wytrzymałościowych.
Kasia zachwala podcast australijskiego fizjoterapeuty Brada Beera, który zaprasza specjalistów z różnych dziedzin – fizjoterapeutów, psychologów, trenerów, naukowców i sportowców z dyscyplin wytrzymałościowych.
Kasia wymieniła mi też dra Stephena Seilera – amerykańskiego naukowca pracującego w Norwegii, który zbadał, że elitarni sportowcy wytrzymałościowi spędzają 80% czasu w niskiej intensywności. Stąd podstawy naukowe podejścia 80/20.
Kasia powiedziała mi, że jeden z jej ulubionych odcinków mojego podcastu to ten z Grzegorzem Więciawem (psychologiem). Po nim zaczęła słuchać podcastu pana Grzegorza.
Kasia i Maciek prowadzą zawodników nie tylko w Polsce, ale też w Meksyku.
Kasia powiedziała mi, że to jest jej zawód – psychologia + trener. Pracuje z zawodnikami pisząc plany, prowadząc rozmowy, odpisując na wiadomości.
Kasia wspomniała, że Marcin Świerc też przez jakiś czas trenował z iñakim. „Wzbudził ciekawość polskich sportowców”.
Dopytałem Kasię o jej diagnozę polskiej trail-runningowej rzeczywistości.
Kasia wytłumaczyła mi: „w Polsce nie mamy trenerów wyspecjalizowanych w biegach górskich. Na AWF nie ma takiego kierunku”. Stąd brak systemowej wiedzy.
Kasia uważa, że poziom polski rośnie. „Coraz więcej osób – jak Bartek Przedwojewski, Martyna Kantor, ja – pokazuje, że można rywalizować z Europą”.
Kasia wskazała Marcina Kubicę – młodego zawodnika trenowanego z głową, który po kolei rozwija prędkości i dystanse.
Najbardziej barwny wątek rozmowy.
Kasia z humorem opowiedziała mi, że kamper – Fiat Ducato przerobiony przez niemiecką firmę Possl – był pożyczony od rodziców Maćka. Wcześniej jeździli kamperem do Dolomitów (2020 i 2021).
W styczniu i lutym 2022 Kasia z Maciejem pojechali kamperem do Hiszpanii. Trasa: Włochy, południowa Francja, Andaluzja.
W Granadzie miała awarię kampera. 5 dni w warsztacie, wynajęcie apartamentu, pakowanie do torby Ikea (i jeszcze rowery). „Wyglądaliśmy jak nomadzi”.
Mimo śniegu na Sierra Nevadzie zrobili tam ciężki trening siłowy na podjeździe. Zjazd był „cięższy niż podjazd – tak zimno, że ledwo dojechali”.
W Calpe (kolebka kolarstwa) Kasia z Maciejem zrobili masę długich treningów rowerowych. „Nie chcieliśmy wracać”.
Na parkingach trenowali siłę z TRX-em, hantelkami, gumami i butelkami wody. „Musiało wyglądać zabawnie”.
Kasia zapowiedziała mi konkretne starty.
Maratoński dystans w Szczawnicy – Mistrzostwa Polski. „Bardzo lubię tę imprezę i te tereny”.
Nowa impreza Ultra Plies w Bieszczadach – pierwszy raz organizowana. Kasia czeka na decyzję trenera, czy 100 km czy krócej. „Bieszczady kocham od dzieciaka”.
Kasia zapowiedziała start w Sky Marathon w Tatrach (Marcin Rzeszótko). Po Polewie powinna być w pełni zregenerowana.
Docelowymi imprezami sezonu 2022 są Lavaredo Ultra Trail 120 km (lipiec) – tam Kasia z Maciejem znów planują 4-5 tygodni kamperem w Dolomitach – oraz UTMB CCC 70 km we wrześniu.
Dłuższy cel: Transgrancanaria 2023.
Z rozmowy z Kasią wyniosłem kilka lekcji. Pierwsza: dobry trener może otworzyć zupełnie nowe perspektywy – iñaki zaraził Kasię i Maćka „trenerskim zacięciem” i międzynarodową wiedzą. Druga: bieganie górskie wymaga wszechstronności – siłowni, basenu, roweru, mobilności, jogi. Trzecia: 80% treningu w niskiej intensywności to nie miejski mit, ale podstawa naukowa potwierdzona przez dra Seilera. Czwarta: Kasia po prostu kocha trening – każda aktywność, czy to bieganie, basen czy rower, sprawia jej radość. To podejście jest przeciwieństwem mentalności „trening to obowiązek”.