Wszystko o treningu biegacza na orientację! Michał Olejnik ŚOB #094

Wszystko o treningu biegacza na orientację – Michał Olejnik, mistrz Polski w biegach górskich w Szczawnicy 2023, żołnierz Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego, opowiada o świecie, który dla większości polskich biegaczy jest kompletną zagadką. W tym odcinku Michał wyjaśnia, dlaczego w Szwajcarii Simone Niggli była przez lata równie rozpoznawalną sportową jak Roger Federer, jak różni się trening biegacza na orientację od typowej lekkoatletyki oraz jak udało mu się wygrać ostatnie mistrzostwa Polski na trasie w górach.

Streszczenie odcinka

Mój gość – Michał Olejnik, biegacz na orientację z Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego

W 94. odcinku Świata Okiem Biegacza moim gościem był Michał Olejnik, 31-letni biegacz na orientację, żołnierz Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego, świeżo upieczony Mistrz Polski w Biegach Górskich w Szczawnicy 2023. Po długiej przerwie – ostatni odcinek nagrałem w listopadzie 2022 roku – wracam do regularnego nagrywania w maju 2023, kiedy sam jestem właśnie w Walii i szykuję się do startu w Snowdon Ultra na 55 km. Z Michałem znaliśmy się tylko z kibicowania, ale dyscyplina, którą uprawia, dla mnie i 99 procent biegaczy ulicznych jest kompletną zagadką. Z rozmowy wyniosłem szerokie wprowadzenie do tego niszowego sportu i zrozumiałem, dlaczego Michał – mimo specjalizacji w biegu na orientację – potrafi zwyciężyć Mistrzostwa Polski w biegach górskich.

Zwycięstwo w Szczawnicy nad Marcinem Kubicą i Dominikiem Taborem

Michał opowiedział mi, że wygrana w Szczawnicy nie była dla niego całkiem zaskoczeniem – wiedział, że ranking Mistrzostw Polski to mocne kwalifikacje do Mistrzostw Świata, więc obsada będzie ostra. Charakterystyka biegu – z podbiegami, zbiegami, zmiennym podłożem, czasem twardym, czasem miękkim, kamienistym, krótkim trwaniem 40 parę minut – idealnie pasowała mu pod startującą za chwilę kwalifikację do Mistrzostw Świata w biegu na orientację. Strategia była prosta: na podbiegach był mocny, więc przez pierwsze 3 km podbiegu wypracował przewagę i rozciągnął stawkę. Łobo, dobry znajomy, krzyczał do niego po 200 metrach, żeby zwolnił. Marcin Kubica dogonił go w trakcie biegu, ale Michał finiszował zwycięsko – ostatnie 500 metrów zapamięta do końca życia, bo wycisnął z siebie tętno maksymalne, którego nie widział od kilku lat.

Mistrzostwa Świata w biegu górskim w Innsbrucku jako bonus

Zwycięstwo dało Michałowi kwalifikację na Mistrzostwa Świata w biegach górskich w Innsbrucku, które jednak kolidują z Mistrzostwami Świata w biegu na orientację – jego głównym celem sezonu. Udało mu się tak ułożyć kalendarz, że nie musi startować w samych kwalifikacjach do biegu na orientację, więc do Innsbrucka pojedzie. Trasa będzie krótsza i szybsza od Szczawnicy, dwie pętle, start i meta w mieście – pierwszy i ostatni kilometr płaski, środek to wspinaczka i zbieg. Michał ocenił trasę w Szczawnicy na 5-6 trudności w skali 10, w Innsbrucku spodziewa się troszkę szybszej i łatwiejszej.

Bieg na orientację – mapa, lampiony i wybór wariantu

Wytłumaczył mi szczegółowo, jak wygląda jego sport. Na starcie zawodnik dostaje mapę z trasą wyznaczoną kropkami i kreskami – 25 punktów połączonych liniami, które trzeba odnaleźć w terenie w określonej kolejności. Punkty to lampiony 30x30x30 cm w kolorach biało-pomarańczowym, podbijane elektronicznym chipem. Pomiędzy nimi zawodnik sam wybiera trasę – przez górę na krechę, naokoło asfaltową ścieżką albo przez las z boku. Mapy są niesamowicie dokładne i zawierają poszycie terenu w kolorach: gęsty las, przewiewny las, krzaki, pola, ścieżki, kamieniste tereny. Kto szybciej pokona całość, wygrywa. Startują w interwałach minutowych, więc bieg jest indywidualną walką z czasem, nie z pelotonem.

Embargo na teren – rok zakazu wstępu na trasę

Gdy zapytałem o losowość, Michał zaznaczył, że jest niewielka. Tereny zawodów mistrzowskich są objęte embargiem – rok do dwóch lat przed imprezą zawodnik nie może na nich biegać. Zdarzało się w historii, że na dużych zawodach wojskowych gospodarze trenowali na trasie i w wynikach od razu było to widać – osoby, które nigdy nie istniały w biegu na orientację, wygrywały z mistrzami świata. Wszyscy zostali zdyskwalifikowani. Michał sam ma 31 lat i 20 lat doświadczenia, więc często wraca do terenów, które znał lata wcześniej – to nie jest oszustwo, to inwestycja w doświadczenie, jedna z głównych broni starszych zawodników.

Skandynawia, Szwajcaria i fenomen Simone Niggli

Dopytałem o światową hierarchię. Najmocniejsze kraje to Szwecja, Finlandia, Norwegia i Szwajcaria – tam bieg na orientację jest masowym sportem. Najmocniejszym argumentem była dla mnie historia Simone Niggli – szwajcarskiej biegaczki na orientację, wielokrotnej mistrzyni świata, która w latach Rogera Federera wygrywała plebiscyt sportowca roku w kategorii kobiet. Czechy i Francja są drugim szczeblem, Hiszpania i Portugalia organizują dobre zimowe zawody, ale poziom miejscowych zawodników nie dorównuje. Michał ma marzenie, żeby kiedyś przypadkowy Polak zapytany na ulicy wymienił z imienia i nazwiska polskiego biegacza na orientację.

Pierwszy trener Jerzy Woźniak, który walczył o niego pół roku

Michał opowiedział mi też swoją drogę do biegu na orientację. W wieku 10 lat chciał być piłkarzem i grał w klubie. Jego ówczesny WF-ista Jerzy Woźniak prowadził klub biegu na orientację i po szkolnych testach zaprosił go na pierwsze zawody, które Michał wygrał. Mimo to nie chciał trenować – przez pół roku Jerzy co dwa tygodnie pojawiał się w domu jego rodziców i przekonywał, że Michał ma talent i głowę na karku. Po pół roku się udało. Jerzy prowadził Michała aż do 2012 roku, potem przejął go Tadeusz Rutkowski – 77-letni trener, który nadal jest aktywny i biegał w zeszłym roku maraton w 3:30. Michał nazwał go najlepszym trenerem biegu na orientację w Polsce.

Lata zwątpienia, obcisłe legginsy i złamania zmęczeniowe

Najbardziej szczera część rozmowy dotyczyła momentów zwątpienia. Pierwsze nadeszły w 2005 roku, gdy Michał miał 13 lat i wychodził w obcisłych legginsach na trening – rówieśnicy się z niego śmiali. Drugie, znacznie poważniejsze, nastąpiły w wieku 21-23 lat. Po sukcesach w młodzieżowcach przyszedł do wojska i zbyt ambitnie chciał zbyt dużo. Razem z trenerem zwiększyli obciążenia, sam wymyślił, że jeśli zrzuci kilka kilogramów i będzie tak jak czarnoskórzy biegacze, to będzie super – schudł 6-7 kg dodatkowych do swojej wagi 60-61 kg przy 180 cm wzrostu. Niedożywiony organizm zaczął się sypać – kolejne złamania zmęczeniowe, lata kontuzji. Po tym okresie wszystko się ułożyło, od 7-8 lat jest naprawdę dobrze.

Centralny Wojskowy Zespół Sportowy i obrona kolegów maratończyków

Gdy zapytałem o krytykę zawodników wojskowych, Michał odpowiedział mi z pełnym ciepłem. W CWZS jest około 170 zawodników, większość to profesjonaliści, z tego się utrzymują. 250 dni w roku poza domem, obozy, przejazdy – to nie jest cudowne życie. Wytłumaczył mi, że gdyby nie wojsko, nie byłby profesjonalnym sportowcem. W kontekście maratończyków polskich Michał poprosił, żeby ludzie, którzy zarzucają im wyniki, sami spróbowali ich życia: 36. trening na 3-tygodniowym obozie nie jest łatwy. Żałuje fali hejtu – w jego ocenie polscy maratończycy mają potencjał na 2:06-2:07, ale presja zewnętrzna im przeszkadza, zamiast pomagać.

550 godzin treningu rocznie i artykuł w Magazynie Ultra

Michał wyjaśnił mi, że jego trening jest zbliżony do treningu maratońskiego – 550 godzin rocznie, około 5500 kilometrów, dużo siłowni, dużo biegania w górach. Trening z mapą stanowi tylko 30 kilka procent jego objętości – 12 treningów z mapą tygodniowo to za dużo, głowa się nie regeneruje. W ostatnim tygodniu na obozie w Szwajcarii zrobił 4500 metrów przewyższenia w sto parę kilometrów. Pisał kiedyś artykuł do Magazynu Piękna Orientacja, gdzie zebrał dane od najlepszych zawodników świata – trenują 500-700 godzin rocznie, czyli jego objętość jest absolutnie wystarczająca. Na piątce schodzi pod 15 minut – co przy specjalizacji w biegu na orientację uważa za dobry wynik.

Stryd na asfalcie tak, w lesie i na śniegu nie

Michał potwierdził mi, że od marca testuje pomiar mocy Stryd. Na biegach ciągłych i progowych na twardym podłożu (asfalt, ścieżka, szuter) Stryd jest dla niego pomocnym narzędziem – tętno reaguje z opóźnieniem, moc od pierwszej sekundy jest stała, więc łatwiej nie przedobrzyć. Na biegach na orientację, w lesie albo śniegu, dane bywają zakłamane. Michał zauważył też ważną rzecz dla całej branży – może dla biegów na miękkim podłożu trzeba ustalać zupełnie inne strefy mocy. Michał jest jeszcze w fazie eksploracji.

3,5 roku w Szklarskiej Porębie i powrót do rodzinnych stron jako tata

Na koniec Michał opowiedział mi o swojej geografii życiowej. Pochodzi z okolic Łodzi, ostatnie 3,5 roku mieszkał w Szklarskiej Porębie – 20 parę kilometrów kwadratowych najtrudniejszych zmapowanych terenów w Polsce, idealne miejsce dla biegacza na orientację, ale też dla biegacza górskiego i ulicznego. W Szklarskiej obóz znajdował się 5 minut od domu zamiast 4 godzin. Teraz wraca do rodzinnych stron, do Hermanowa – bo z żoną oczekują syna i potrzebują pomocy rodziny. Polską stolicą biegu na orientację będzie więc Hermanów. Michał nazwał siebie wielkim szczęściarzem – dom jest tam, gdzie żona, ona robi to samo co on, więc 360 dni w roku jest w domu, mimo że 250 dni jest na obozach i zawodach.

Najnowsze odcinki podcastu

Max Czyżykowski – Jak tworzyć treści o bieganiu, które nie są nudne?

Damian Rudnik: Moja biegowa przygoda – od 1500 metrów do ultra

Te suplementy faktycznie działają w bieganiu. Kamil Suwała