Moje błędy biegowe 2024 roku – Bartek Falkowski wraca do podcastu po raz piąty, by szczerze rozmawiać o tym, co poszło nie tak w jego sezonie. W tym odcinku, nagrywanym 2 stycznia 2025, Bartek opowiada o nowym trenerze Piotrku Mielewczyku (którego nikt nie wytypował), o pierwszym wyjeździe w góry do Maroka i nie do końca pewnym, czy on w ogóle daje mu hipoksję, oraz o planach na 2025: półmaraton w Poznaniu, eksperymentalny bieg w Mediolanie tydzień później i wielki maraton w Walencji w grudniu.
2 stycznia 2025 – moim gościem po raz piąty był Bartek Falkowski, jeden z najmocniejszych polskich amatorów-maratończyków, znany słuchaczom z trzech wcześniejszych odcinków głównej serii ŚOB oraz jednej rozmowy, w której to ja byłem gościem u Bartka. Bartek wraca świeżo po 8 dniach w Portugalii, gdzie jeździł na regeneracyjny pobyt po sezonie 2024. Ten odcinek to spojrzenie wstecz na jego pracę z nowym trenerem Piotrkiem Mielewczykiem przez cały rok 2025, plus jasna deklaracja celów na 2025 i 2026: maraton w Walencji w grudniu jako główny cel, plus eksperymentalny start w Mediolanie wiosną.
Bartek właśnie wrócił z 8-dniowego pobytu w Portugalii. Powiedział mi, że biega się dużo lepiej w słońcu – i jest to dla niego nie tylko żart, ale realna obserwacja. Mimo intensywnego zwiedzania trening dawał mu więcej radości niż w „szarej Warszawie” – okazuje się, że dobra pogoda, dłuższy dzień i zmiana otoczenia działają na ambitnego amatora jak najlepsza forma resetu psychicznego. Bartek żartobliwie określił się „baterią słoneczną” – i to coś, co rezonuje z wieloma biegaczami, którzy zimą tracą formę nie z powodu treningu, tylko z powodu krótkich dni i braku światła.
Na przełomie stycznia i lutego Bartek leci do Santa Pola w Hiszpanii na 3 tygodnie – już czwarty raz w tej miejscowości. W poprzednich pobytach (łącznie 7-8 tygodni) tylko 2 razy padało – to idealne miejsce do budowania bazy wytrzymałościowej w okresie zimowym, w którym Polska oferuje głównie deszcz, śnieg i ciemność.
Bartek opisał mi swoje doświadczenia po pełnym roku pracy z nowym trenerem.
Gdy Bartek ogłosił publicznie, że szuka nowego trenera, pod jego postem padały różne nazwiska – znanych polskich trenerów, ekspertów medialnych, byłych zawodników. Nikt jednak nie wytypował Piotrka Mielewczyka. Bartek powiedział mi, że to świadomy wybór – chciał kogoś, kto sam jeszcze biega na wysokim poziomie, ma czas i przestrzeń mentalną na zajmowanie się jednym zawodnikiem na bardzo wysokim poziomie, a nie buduje stajni 50 podopiecznych.
Bartek przyznał mi, że największa zaleta tej współpracy to spokój głowy. Nie musi sam planować, tylko realizuje plan Piotrka. Wcześniej przygotowując się do startów, dużo czasu spędzał na własnym myśleniu o treningu – dzielił się tym z czytelnikami bieganie.pl, ale dla niego samego to było obciążenie mentalne. Teraz tę pracę bierze trener, a Bartek koncentruje się tylko na wykonaniu – i to dla zawodnika robi gigantyczną różnicę.
Wspomniałem mu, że Piotrek to świetny biegacz, który właśnie ma kontuzję. Mam nadzieję, że Piotrek wróci na swój poziom – bo dobry trener-zawodnik powinien być w stanie pokazać własną dyspozycją, że metody, które stosuje, działają.
Bartek wspomniał nowe doświadczenie tego sezonu – pierwsze poważne zgrupowanie wysokogórskie w Maroku.
Bartek nie jest pewien, czy hipoksja na niego działa wyraźnie. „Nie czułem się gorzej” – powiedział mi. To ciekawa obserwacja, bo dla wielu zawodników hipoksja jest pierwszym dniem szoku, a potem stopniowej adaptacji. U Bartka brak wyraźnej reakcji może oznaczać, że jego organizm dobrze radzi sobie z niskimi ciśnieniami albo że dawka pobytu była za krótka.
W 2024 roku Bartek nie pojechał w góry – nie chciał obciążać Piotrka, który nie znałby trasy ani charakterystyki konkretnego miejsca. Zdroworozsądkowo wybrał stałe miejsca treningowe. Teraz, gdy współpraca z Piotrkiem jest dotarta, mogą eksperymentować z nowymi formatami.
Rzuciłem Bartkowi prowokacyjne pytanie, które dotyka popularnej dyskusji w środowisku biegowym.
Z punktu widzenia statystyki tak – większość biegaczy biega zbyt szybko na wybieganiach, co utrudnia budowanie bazy aerobowej i wymusza długi czas regeneracji po każdym treningu.
Bartek zażartował, że „statystyka to kłamstwo i nie każdy się łapie pod te statystyki”. Każdy organizm jest inny – dla niektórych biegaczy szybsze tempo wybiegania faktycznie poprawia formę, dla innych je psuje. Klucz to indywidualne dobranie i obserwacja własnego ciała.
Bartek zarysował mi konkretny sezon.
Trzeci rok z rzędu Bartek startuje w Poznaniu – to dla niego klasyczny otwierający bieg sezonu, do którego dobrze się przygotował.
Tydzień po Poznaniu Bartek startuje w półmaratonie w Mediolanie. To pomysł trenera Piotrka – płaska trasa w kształcie litery U, dobra obsada, możliwość drugiego sprawdzianu w krótkim czasie. To eksperyment, bo tygodniowa przerwa między dwoma półmaratonami nie jest standardem.
Bartek z trenerem chcieli uniknąć kwietniowego startu – poprzednia historia choroby w kwietniu zostawiła w Bartku ostrożność wobec tego miesiąca. Stąd dwa starty w marcu, a potem dłuższa praca pod główny cel.
Główny cel sezonu – maraton w Walencji. Bartek zapisał się szybko, mimo długiej kolejki online – elity zawsze dostają miejsce, jeśli zgłoszą się odpowiednio wcześnie.
Życzyłem Bartkowi konkretnego czasu. Powiedziałem mu, że jeśli w bieganiu komuś miałoby się coś należeć (chociaż nie należy), to Bartkowi 2:20 – po latach konsekwentnej pracy, dwóch wcześniejszych życiówkach 2:22 i 2:27, pełnej dedykacji. Obaj zapowiedzieliśmy wspólny podcast jesienią 2025 z tytułem typu „Czy znowu pobiegnę poniżej 2:20? Czy Bartek po raz pierwszy?”. To naturalna kontynuacja naszej długiej znajomości i wspólnej historii w podcastach.
Bartek wrócił do tematu sponsorów. Współpraca z Adidasem trwa – dostał Adios 1 (karbonowe buty), które chce wypróbować w sezonie. Polska marka Radical nadal go wspiera sprzętowo i finansowo – to relacja, która zaczęła się od skromnej propozycji testów ubrań, a dziś jest pełnowartościową współpracą. Bartek powiedział mi, że obie współprace przyszły do niego, gdy konsekwentnie poprawiał wyniki – nie pisał maili, nie zabiegał, po prostu biegał, a marki same go znalazły.
Bartek łączy trzy role.
Bartek wciąż uczy w szkole – to jego stabilna podstawa zawodowa, której nie zamierza porzucać. Bieganie nie zarabia dla niego tyle, by zastąpić etat.
Regularnie publikuje artykuły, czasem zaczepne i dyskusyjne. Lubi prowokować polski biegowy mainstream do refleksji – i robi to dobrze, bo łączy doświadczenie zawodnika z umiejętnością pisania.
Każdą wolną chwilą trenuje. Bieganie to dla niego pasja, którą prowadzi konsekwentnie od lat, nie odpuszczając mimo obciążenia pracą.
Piąta rozmowa z Bartkiem to spojrzenie wstecz na rok pracy z nowym trenerem. Bartek nadal jest cierpliwy, otwarty na eksperymenty (jak start w Mediolanie), świadomy swoich mocnych i słabych stron. Pokazuje mi, że ambitny amator może wciąż się rozwijać po latach pracy – jeśli ma odpowiedniego trenera, dobry plan i jasne cele. Wracając do tego cyklu rozmów, widzę jego ewolucję – od osoby, która biegała 2:34 i miała pomysł na 2:20, do biegacza, który dziś naprawdę walczy o sub-2:20. To długa droga, ale Bartek pokazuje, że ją można przejść.