93 km w tempie 4:02/km – jak Florian przebiegł Bieg Wazów w Szwecji? Tydzień po ukończeniu Vasaloppet 90 (z miejscowości Sälen do Mory), Florian wraca z odcinkiem solo, w którym dzieli się szczegółami startu. W tym podcaście opowiada o inspiracji blogiem warszawskibiegacz Bartka Olszewskiego, który wystartował tu w 2017 roku, o swoim wyborze butów (Brooks Catamount Agile zamiast karbonów), o systemie supportu z narzeczoną Anią oraz o planach na 100 km z rekordem Polski.
Wracam tydzień po starcie w Vasaloppet 90 – jednym z najsłynniejszych biegów ultra w Szwecji, znanym w Polsce jako Bieg Wazów. Start w miejscowości Sälen, meta w Mora. 90 km czystego biegu, choć GPS pokazał mi 93 km z drobnym zboczeniem z trasy. Średnio biegłem 4:02 na km – tempo, które na 90+ km jest dla mnie naprawdę imponujące. Zająłem trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, co jest dla mnie ogromnym sukcesem. Tydzień po biegu odpoczywam na Podlasiu, gdzie u rodziny mam okazję faktycznie zwolnić tempa, dosłownie kot śpi mi na nogach, gdy nagrywam. Świetne warunki do refleksji nad startem.
Ten bieg był dla mnie marzeniem od długiego czasu. W 2017 roku Bartek Olszewski z bloga warszawskibiegacz.pl wystartował w Ultravasalan po wygranym Wings for Life. Czytałem wtedy wpisy Bartka i myślałem, że taki bieg jest dla mnie nieosiągalny – byłem znacznie młodszym biegaczem, świat ultra wydawał mi się odległy. Po 8 latach sam stanąłem na linii startu. To pokazuje, że marzenia można realizować z perspektywą lat – cierpliwość, systematyczność, krok po kroku. Bartek wówczas dobiegł czwarty, mimo że bardzo cierpiał w końcówce. Dla mnie to była zarówno inspiracja, jak i ostrzeżenie – ten bieg jest brutalny i bezlitosny, nie wybacza błędów.
Długo zastanawiałem się nad wyborem butów. Wybrałem Brooks Catamount Agile – szybkie buty trailowe, które są moim wyborem dla mieszanych traswpowierzchniowo. Wielu zawodników startowało w karbonach. Z perspektywy czasu uważam, że może warto było wybrać karbony – ale to nie jest oczywista decyzja. Pierwsza część trasy była zaskakująco trudna technicznie, gdzie buty trailowe świetnie sobie radziły. W drugiej części, na łatwiejszej trasie, karbony mogłyby pomóc o może 30-60 sekund na całym dystansie. Ale za to w pierwszej części pewnie poślizgnąłbym się w karbonach na technicznym terenie. Wybór sprzętu na takie biegi to zawsze kompromis.
Moja strategia kofeinowa była praktycznie identyczna jak na Mozarcie. 5 żeli z kofeiną po 50 mg każdy – łącznie 250 mg z żeli. Plus dwie tabletki kofeinowe – jedna o 3:15 godzinie biegu, druga o 4:30. Tabletki dały kolejne 400 mg. Sumarycznie 650 mg kofeiny. To górna granica zalecanej dawki – około 9 mg na kilogram masy ciała, a ja ważę około 73 kg. Celowo wstrzymałem się z kofeiną do 3:15 godziny biegu. Wcześniej pierwsze trzy godziny biegu na czystej energii węglowodanowej, bez kofeinowego wsparcia. Po tym czasie kofeina daje największe wsparcie układowi nerwowemu, kiedy ten zaczyna szukać sygnałów zmęczenia.
Kluczowym momentem biegu była wymiana z Anią na 25. km. Zaplanowałem ten punkt z wyprzedzeniem – wiedziałem, że tam będzie czekała moja narzeczona z świeżymi flaskami, trzema żelami i krótkim pocałunkiem. Cała wymiana trwała może 30 sekund, ale dała mi nową energię i mentalne wsparcie. Podkreślam wartość supportu na biegach ultra – nawet 30 sekund mniej spędzone na punkcie odżywczym to różnica. Nie chodzi tylko o czas, ale o jakość doświadczenia. Wiesz, że ktoś czeka, że nie jesteś sam, że logistyka jest ogarnięta. Vasaloppet ma też tak zwany stoliczek elity – zawodnicy elitarni mogą zostawić swoje żele i napoje w wybranych miejscach na trasie. Logistycznie to ułatwienie.
Vasaloppet 90 ma mnóstwo punktów odżywczych – można na każdym wziąć litr wody, są przekąski, są obsługa medyczna. To luksus w porównaniu z niektórymi mniejszymi biegami. Ale sama trasa zaskoczyła mnie technicznie w pierwszej części. Spodziewałem się szybkiego, leśnego biegu – tymczasem były techniczne fragmenty, korzenie, kamienie, niewielkie podbiegi. Druga część okazała się znacznie łatwiejsza – płaskie, leśne dukty, gdzie można było rozwinąć szybkość. To dlatego z perspektywy czasu uważam, że wybór butów to było 50/50 – nie ma idealnego rozwiązania na taki bieg. Każdy zawodnik musi sam zdecydować, co priorytetyzuje.
Średnie tempo 4:02 na km na 90 km to dla mnie ogromne osiągnięcie. To pokazuje, jak bardzo zmieniła się moja forma w ostatnich latach. Trzy lata temu pewnie ledwo bym ten bieg ukończył, a dziś nie tylko go ukończyłem, ale pobiegłem na trzecim miejscu generalnie. Klucz: solidna baza tlenowa, mądry tapering, dobre żywienie podczas biegu, mentalna odporność. Tempo 4:02 to powyżej mojego progu mleczanowego dla krótszych dystansów, ale na ultra próg się przesuwa – organizm uczy się efektywnie korzystać z paliwa, mniej obciąża się układ krwionośny. Średnie tętno przez cały bieg miałem stosunkowo niskie, co potwierdza, że nie była to walka na granicy.
Mozart w czerwcu, Vasaloppet teraz. Dwa razy 90+ km w jednym roku – to dla mnie ogromny krok. Pokazuje, że mój organizm dorasta do biegów ultra, że jestem w stanie regenerować się między takimi wysiłkami. Klucz to dobre regeneracje między biegami – kilka tygodni roztrenowania, dużo snu, odpowiednia dieta z dużą ilością białka, węglowodany w dni treningowe. Vasaloppet pokazał mi też, że mogę utrzymywać szybkie tempo na bardzo długim dystansie, co jest fundamentem pod moje kolejne cele. Dwa duże ultra w jednym sezonie to baza, której potrzebuję, by stanąć na linii startu mistrzostw świata z poczuciem przygotowania.
Kolejnym celem, który mnie napędza, jest pobiegnięcie 100 km płaskie i pobicie rekordu Polski. Aktualny rekord pochodzi jeszcze z lat 90-tych i moim zdaniem jest do pobicia. To nie jest moim głównym celem 2025 – w pierwszej kolejności mistrzostwa świata w biegach górskich w Hiszpanii w końcu września. Ale 100 km płaskie ma być moim celem na 2026 lub 2027. Dłuższy cel to mistrzostwa świata na 100 km – tam reprezentacja Polski powinna mieć szansę na medale, jeśli zbierze się dobrą drużynę. Bardzo mnie interesuje też dystans 50 km, który ostatnio zyskuje na popularności – tam też mogłaby być droga.
W 2026 roku planuję start na festiwalu UTMB. Wybór padł na CCC – bieg na 100 km w Alpach. To jeden z najtrudniejszych biegów na świecie, ale też najbardziej prestiżowy w cyklu UTMB. CCC startuje w Courmayeur (Włochy) i kończy w Chamonix (Francja). Trasa wiedzie przez Alpy z licznymi przewyższeniami – około 6000 metrów. Dla mnie to byłoby kolejne wyzwanie, sprawdzian na trudniejszym terenie niż Mozart czy Vasaloppet. Andrzej Witek niedawno zajął trzecie miejsce na CCC – to największy polski sukces na tym biegu w historii. Inspirujące, że Polak może walczyć na takim poziomie. Andrzej pokazuje drogę, którą można podążać.
Na jesień 2025 rozważam jeszcze start w maratonie w Walencji. Pakiet elity mam już zarezerwowany – po dwóch latach z rzędu organizatorzy sami mi go zaoferowali. To ogromny przywilej, dający dostęp do strefy startowej z najlepszymi biegaczami świata, do osobnych łazienek, do strefy rozgrzewki. Walencja jest dla mnie biegiem szczególnym – tam zadebiutowałem w 2023 z czasem 2:19, tam też pobiegłem nieudany maraton w 2024. Chcę wrócić, by domknąć temat, by pokazać, że potrafię połączyć ultra z maratonem. Ale to nie jest priorytet – wszystko zależy od tego, jak organizm zregeneruje się po mistrzostwach świata.
Vasaloppet 90 to dla mnie potwierdzenie kierunku, w którym idę. Bieg ultra wymaga przemyślanej strategii: sprzętu, supportu, żywienia, zarządzania energią. Pokazuję, że dystans 90+ km może być pokonany z imponującym tempem, jeśli wszystko zagra. Trzecie miejsce w generalce to wynik, który długo będzie mnie cieszył – w międzynarodowej obsadzie, na trudnej trasie, z minimalnymi błędami. Bartek Olszewski, który mnie inspirował 8 lat temu, pewnie nie spodziewał się, że jakiś nieznany wtedy biegacz z Gdańska sam za chwilę pobiegnie tam i zostawi swój ślad. To jest piękno biegania – jedno marzenie napędza drugie, jedno pokolenie inspiruje kolejne.