Moje błędy biegowe 2025 roku. 16 grudnia, na podsumowanie najlepszego sezonu w karierze – kwalifikacja na mistrzostwa świata (875 punktów ITRA), wygrana Maratonu Gdańskiego, 3. miejsce w Bieg Wazów 90 km – Florian otwarcie mówi, co zrobił źle. W tym solowym odcinku wymienia 10 punktów: niewłaściwa masa ciała (76-77 kg przy wzroście 185 cm zamiast docelowych 73-74 kg), zbyt późne wychodzenie na treningi, brak strategii w odpoczynku po dużych startach oraz inne lekcje, które weźmie na 2026 rok.
16 grudnia 2025. Siadam do nagrania podsumowującego sezon, który był obiektywnie moim najlepszym w karierze – i jednocześnie wybieram trudniejszą drogę: zamiast cieszyć się sukcesami, mówię szczerze o swoich błędach. Wyniki tego roku to 870 punktów ITRA na Wielkiej Prehybie, 875 na Mozart by UTMB, kwalifikacja na mistrzostwa świata na obu dystansach (short i long), wygrana Maratonu Gdańskiego z czasem 2:20, trzecie miejsce w Vasaloppet 90 km w Szwecji. Każdy z tych wyników byłby dla mnie spełnieniem rok temu – a teraz, mając je wszystkie razem, widzę, że mimo świetnego roku ostatni start (mistrzostwa świata) pokazał mi limity. Dziesięć błędów, które wymienię, to mój prywatny audyt sezonu i jednocześnie roadmap na 2026.
Pierwszym i być może najważniejszym błędem w 2025 roku była moja masa ciała. Przez cały rok ważyłem 76-77 kg przy wzroście 185 cm, podczas gdy docelowa waga dla biegacza górskiego o moim profilu to 73-74 kg. Próbowałem chudnąć kilka razy, ale po dwóch tygodniach bez wyraźnych efektów rezygnowałem – klasyczny brak konsekwencji w utrzymaniu deficytu kalorycznego. Według wagi Garmin mam 11-12% tkanki tłuszczowej, a mógłbym zejść do 8-9%, co dałoby 3-4 kg mniej, które na podbiegach robią ogromną różnicę. Plan na 2026: konsekwentnie zrzucić 3-4 kg przed ważnymi startami, najlepiej w okresie poza sezonem startowym.
Drugi błąd dotyczy mojego harmonogramu dnia. Po przejściu w 100% na działalność trenerską straciłem sztywne ramy czasowe, które miałem, gdy łączyłem bieganie z pracą nauczycielską. Dawniej wychodziłem o stałych godzinach – dziś prokrastynuję, gdy mam cały dzień wolny: kawa, śniadanie, druga kawa, social media, dopiero potem trening około południa. Paradoks wolności: gdy muszę być z powrotem o 10:00, wychodzę rano bez problemu; gdy mam cały dzień, nie wychodzę przed południem. To wpływa na regenerację – drzemka 20-30 minut po treningu jest trudniejsza, gdy trening kończy się o 14:00 zamiast o 10:00, bo cały rytm dnia się przesuwa. Plan: wprowadzić sztywny pobudkowy budzik i wychodzić o stałych porach.
Trzeci błąd to za szybkie wracanie do pełnego treningu po dużych startach. Pełna regeneracja po starcie ultra (90+ km) wymaga 7-14 dni – sam nieraz wracałem już po 4-5 dniach, co skracało moje okno regeneracyjne i prowadziło do skumulowanego zmęczenia w kolejnych miesiącach. To nie tylko kwestia mięśni, ale też układu hormonalnego, immunologicznego, mentalnego. Plan na 2026: po każdym dużym starcie minimum tydzień zupełnego luzu, drugi tydzień bardzo lekko, dopiero trzeci tydzień powrót do normalnych obciążeń.
Czwarty błąd dotyczy wyboru startów drugorzędnych. Często wybierałem starty B i C bez konkretnej strategii – po prostu „bo można”, „bo zaproszono”, „bo pasuje do kalendarza”. To powodowało nadmierne zmęczenie sezonu i rozproszenie celów. Plan: świadomie ograniczyć starty drugorzędne do 2-3 w sezonie i każdy traktować jako konkretny element przygotowań, a nie samodzielne wydarzenie.
Piąty błąd to brak obozów wysokogórskich w 2025 roku. W przeszłości jeździłem na Teneryfę, Gran Canarię, do Sankt Moritz – to dawało mi specyficzną pracę w hipoksji, której nie da się odtworzyć w Polsce. W 2025 z powodu remontu mieszkania i innych priorytetów odpuściłem te wyjazdy. Mistrzostwa świata pokazały, że to ograniczyło mój potencjał – zawodnicy z dłuższymi pobytami w górach byli wyraźnie lepiej przygotowani. Plan na 2026: minimum jeden 3-tygodniowy obóz wysokogórski, najlepiej dwa.
Szósty błąd to brak systematycznych testów żywieniowych przed dużymi startami. Klikam intuicyjnie – „pewnie zadziała”, „przecież wcześniej działało” – zamiast precyzyjnie testować dawki węglowodanów, kofeiny, elektrolitów w warunkach symulujących start. Plan: w 2026 rok wprowadzić co najmniej 3 treningi symulacyjne na rok przed kluczowymi startami, w których testuję dokładne dawki żywieniowe.
Siódmy błąd dotyczy obszaru, który dotąd ignorowałem. Nie pracuję z psychologiem sportowym – a po nieudanym starcie (jak Walencja 2024 czy mistrzostwa świata 2025) brak narzędzi do szybkiej regeneracji emocjonalnej powoduje, że porażka długo we mnie siedzi. Konsekwencje to mniej pewności siebie na kolejnych startach, więcej zmęczenia mentalnego, gorsze decyzje pod presją. Plan: w 2026 wprowadzić regularne (co miesiąc lub dwa) konsultacje z psychologiem sportowym.
Ósmy błąd to za mała ilość podbiegów w treningu. Mistrzostwa świata na technicznej trasie z 5500 m przewyższenia pokazały, że moja siła biegowa na podbiegach jest niewystarczająca. Mógłbym pracować nad VO2Max w stylu Ingebrigsenów – krótkie, intensywne podbiegi, które dają mocną adaptację bez ryzyka kontuzji. Plan: dwa razy w tygodniu trening podbiegowy w okresie bazowym.
Dziewiąty błąd – 1 godzina siłowni tygodniowo to za mało dla biegacza ultra. Trening siłowy jest fundamentem prewencji kontuzji i siły specyficznej (zwłaszcza na zbiegach), a ja go zaniedbuję. Plan: zwiększyć do 2-3 godzin siłowni tygodniowo, z planem opracowanym przez specjalistę przygotowania motorycznego.
Dziesiąty błąd dotyczy ekspozycji na wysoki poziom. Rzadko startowałem międzynarodowo – tylko Vasaloppet, Mozart i mistrzostwa świata. Mógłbym częściej spróbować zagranicznych biegów (Skyrunner World Series, Golden Trail Series, inne UTMB), gdzie nawet w słabszym dla mnie biegu uczę się od najlepszych. Plan: minimum 3 starty międzynarodowe w 2026.
Zarysowuję konkretne cele na nowy rok.
Celem są 900 punktów ITRA – wyższa półka, której nigdy nie osiągnąłem. To wymaga konsekwentnej pracy na najwyższym poziomie przez cały sezon.
Główny start 2026 – festiwal UTMB i bieg CCC na 100 kilometrów. To jeden z najbardziej prestiżowych biegów ultra na świecie i naturalne rozszerzenie mojej trajektorii.
Długoterminowo – mistrzostwa świata na 100 km. To dystans, na którym Polska ma szansę na medale drużynowe, a ja mogę w nim odgrywać konkretną rolę.
Dziękuję ludziom, którzy umożliwili mi ten sezon.
Współpraca z Trek Endurance kończy się w 2025 – dziękuję za rok pracy razem, za jakościowe produkty żywieniowe, które towarzyszyły mi w każdym starcie.
Współpraca z Brooks kontynuowana w 2026 – dla mnie marka, której buty rozumiem i lubię, a relacja jest długoterminowa.
Dziękuję Kamilowi Suwale (gość poprzedniego odcinka), który również trafił do Treka jako jego zawodnik – to pokazuje, jak polski biegowy ekosystem się rozwija.
Mojej narzeczonej Ani za niezmienne wsparcie pasji – bez niej ten sezon nie byłby możliwy ani w połowie tak dobry.
Dziękuję rodzinie, słuchaczom podcastu, śledzącym na Instagramie – to wy budujecie tę społeczność.
Na koniec życzę słuchaczom dobrego roku. Najważniejsze to zdrowie – bez niego nie ma treningu, nie ma startów, nie ma celów. Podkreślam też wartość ciągłości – lepiej trenować 60% mocy stale, niż 100% z przerwami. Ta zasada wraca u mnie w każdym podsumowaniu, bo jest najważniejsza.
Podsumowanie roku z perspektywy błędów to mocna lekcja. Pokazuje, że nawet zawodnik z najlepszym sezonem w karierze widzi miejsca do poprawy. Pokora i samokrytyczna analiza to fundamenty rozwoju – jeśli zatrzymujesz się po sukcesach, przestajesz iść do przodu. Wracam do treningu w 2026 z konkretnym planem, jasnymi celami i świadomością obszarów, które muszę domknąć.