Od nastoletniego sprintera i mistrza na 1500 metrów, przez wybitny maratoński debiut w czasie 2:22:13, aż po złoto Mistrzostw Polski w biegu 6-godzinnym. Gościem najnowszego odcinka jest Damian Rudnik – zawodnik, który udowodnił, że granice w sporcie wytrzymałościowym istnieją tylko w naszych głowach. Damian szczerze opowiada o błędach dawnej szkoły treningowej, przez którą zmagał się z kontuzjami, oraz zdradza swoją obecną, genialnie prostą filozofię opartą na zaledwie 3 akcentach w tygodniu. Usłyszysz też mrożącą krew w żyłach historię o paraliżujących skurczach na trasie ultra, które dały mu bolesną, ale niezwykle cenną lekcję na temat odwodnienia. Posłuchaj o pasji, przełamywaniu barier i planach na pobicie legendarnego Rekordu Polski na 100 km!
Z Damianem Rudnikiem znamy się od lat – ścigaliśmy się na bieżniach już w 2012 roku. Damian odnosił spektakularne sukcesy jako junior i młodzieżowiec, zdobywając medale Mistrzostw Polski na dystansach od 1000 m w hali do biegów przełajowych, reprezentując kraj na arenie międzynarodowej. Pamiętam moją ogromną osobistą radość, kiedy w 2019 roku po raz pierwszy udało mi się go pokonać podczas zawodów City Trail.
Damian biegał 1500 metrów w rewelacyjnym czasie 3:46 za juniora, jednak jego profesjonalna kariera na tym dystansie została przerwana. Przez lata uważał, że winne były kwestie anatomiczne – od 13 roku życia zmaga się z krótszą o 2 cm nogą, co wymaga stosowania specjalnych wkładek ortopedycznych. Z perspektywy czasu, jako doświadczony trener, Damian patrzy na to zupełnie inaczej: jego organizm nie wytrzymał morderczej intensywności treningów „starej polskiej szkoły”, w której aplikowano zawodnikom nawet 5 ciężkich akcentów w tygodniu. Dziś, biegając znacznie większą objętość kilometrową w spokojniejszym tempie, nie odczuwa żadnych dawnych problemów zdrowotnych.
Przechodząc do dłuższych dystansów, Damian zszokował środowisko biegowe, uzyskując w swoim drugim starcie maratońskim kapitalny wynik 2:22:13 (poprawiając o 5 minut swój debiut z Łodzi).
Jak wyglądały jego przygotowania? Kluczem okazała się prostota i rezygnacja z przeładowania planu. Damian stosuje układ oparty na maksymalnie 3 akcentach w tygodniu, przeplatanych biegami regeneracyjnymi (easy):
Wtorek: Trening progowy (Treshold / drugi zakres) – powtórzenia od kilometrówek aż po odcinki 5–6 km.
Czwartek: Praca na wyższym zakwaszeniu (tempo pod dystans 5–10 km na dłuższych przerwach).
Niedziela: Tradycyjny bieg długi (long run).
Co ciekawe, prowadząc młodych zawodników w swoim klubie, Damian całkowicie wyeliminował z planu klasyczne skipy (np. skipy pod górę czy na płaskim), które w dawnych czasach stanowiły niezmienny, poniedziałkowy fundament bolesnego treningu lekkoatletycznego.
Damian Rudnik udowodnił swoją wszechstronność, wygrywając Mistrzostwo Polski w biegu 6-godzinnym w Warszawie oraz reprezentując Polskę na Mistrzostwach Świata na dystansie 50 km (gdzie pobiegł ze średnią oficjalną 3:30/km, choć realnie na trasie nadrabiał dystans na łukach).
Bieg 6-godzinny przyniósł mu jednak ogromną lekcję pokory wobec warunków atmosferycznych. Po pierwszej godzinie biegu na trasę wyszło pełne słońce. Mimo dobrze zaplanowanej strategii opartej na żelach i tabletkach z sodem, po 60. kilometrze Damiana dopadły paraliżujące skurcze, które potrafiły zająć jednocześnie łydki, mięśnie dwugłowe i czworogłowe nóg, a nawet mięśnie rąk. Doszło do sytuacji, w której z powodu skurczu runął na ziemię. Przyczyną było całkowite wypłukanie elektrolitów i sodu. Damian przyznaje, że choć na co dzień trenuje sam i z wygody wybiera na treningi łatwe do schowania tabletki z sodem, to w ekstremalnym słońcu forma płynna napojów jest znacznie skuteczniejsza i na przyszłość wie, że w upale podaż sodu musi być zdecydowanie większa.
Mimo tych trudności Damian widzi przed sobą świetlaną przyszłość w ultra – jako jeden z najmłodszych zawodników w stawce marzy o rzuceniu wyzwania legendarnemu Rekordowi Polski w biegu na 100 km, który utrzymuje się w tabelach od 1995 roku.
Droga Damiana Rudnika to najlepszy dowód na to, że w bieganiu mniej znaczy więcej, a kluczem do sukcesu i zdrowia jest odpowiednia regeneracja. Rezygnacja z morderczej intensywności na rzecz mądrej objętości i prostego schematu treningowego pozwoliła mu biegać bez kontuzji – i to pomimo anatomicznych dysproporcji ciała. Jego starty w ultra pokazują również, jak bezwzględna potrafi być pogoda i dlaczego właściwa strategia przyjmowania płynów i sodu na trasie decyduje o „być albo nie być” na mecie.