Kamil Dąbkowski – twórca podcastu Black Hat Ultra – nie przepada za słowem „marzenie”, bo uważa, że osiągnięcie marzenia paradoksalnie ogranicza. W tym odcinku rozmawiałem z nim o pasji, której można poświęcić wiele lat: ultratreningach, próbach kwalifikacji do legendarnego Hard Rock 100 oraz o tym, jak życie w Maladze zmieniło jego perspektywę na bieganie. Kamil dzieli się też kulisami swojego podcastu, w tym tym, że pierwszym gościem został Marcin Świerc – tuż po wygraniu UTMB.
Moim gościem w 72. odcinku był Kamil Dąbkowski – ultramaratończyk, autor podcastu Black Hat Ultra, na co dzień pracujący przy efektach specjalnych do reklam, filmów i seriali. Mieszka w Maladze, w południowej Hiszpanii, gdzie znalazł świetne warunki do treningu trailowego – słońce, dostęp do gór, cały rok ciepło. Kamil przyszedł do mnie tuż po nieudanej próbie złamania trzech godzin w maratonie w Walencji, w głowie wciąż mając wnioski z tego startu. Powiedział mi otwarcie: porażka w Walencji jest dla niego najlepszą lekcją, jaką dostał w tym sezonie – i nie traktuje jej jak końca świata, tylko jak punkt zwrotny.
Dużą część rozmowy poświęciliśmy podcastowi Black Hat Ultra, który Kamil prowadzi już ponad rok.
Kamil opowiedział mi, że przez 2-3 lata słuchał zagranicznych podcastów biegowych – między innymi Trail Runner Nation czy The Rich Roll Podcast. Bardzo mu się podobały, ale długo wątpił, czy on – osoba spoza ścisłego świata biegowego, raczej amator – ma w ogóle prawo coś takiego prowadzić. Powiedział mi, że ten syndrom impostora jest jego zdaniem najczęstszą przyczyną tego, że dobre projekty nigdy nie powstają.
Kamil opowiedział mi, że pewnego dnia po prostu kupił sprzęt nagrywający na Allegro – pod wpływem impulsu, bez wielkiego planu. W tym samym momencie Marcin Świerc wygrał UTMB (najsłynniejszy ultramaraton świata), co zbiegło się z faktem, że Marcin był wtedy trenerem Kamila. Pierwszym gościem podcastu Black Hat Ultra został więc świeżo upieczony zwycięzca UTMB. Trudno o lepszy start.
Kamil otwarcie powiedział mi, że nie lubi słowa „marzenie”. To było dla mnie zaskakujące, bo w sporcie wytrzymałościowym wszyscy mówią o marzeniach.
Kamil wytłumaczył mi swoją filozofię: marzenie potrafi zniewalać. Osiągasz cel i co dalej? Kolejne marzenie? Lepszy mindset to traktowanie biegania jako zbierania doświadczeń życiowych, a nie pogoni za jedną konkretną metą. Powiedział mi, że osoba, która całe życie marzyła tylko o tym, by przebiec 100 km, po przebiegnięciu setki często wpada w pustkę – nie wie, co dalej. Lepiej traktować bieganie jako proces, w którym każdy start to lekcja, a nie cel finalny.
Kamil powiedział mi, że nieudana próba w Walencji jest dla niego najlepszą lekcją sezonu – „nie udało się złamać trzech godzin, ale ile się nauczyłem na drodze do tego startu, ile treningów, które mnie tutaj doprowadziły”. To droga jest sportową wartością, nie sam wynik. Ta filozofia bardzo mocno mi się spodobała – zwłaszcza w kontekście tego, że sam jako biegacz amator często łapię się na tym, że zegarek z czasem maratonu zaślepia mi wszystko.
Kamil opowiedział mi o swoim wieloletnim celu – zakwalifikowaniu się do Hard Rock 100 w Stanach Zjednoczonych. To jeden z najtrudniejszych ultramaratonów świata, z bardzo restrykcyjną kwalifikacją.
Kamil pojechał na bieg kwalifikacyjny do Japonii. Niestety – jak mi opowiedział – bieg został przerwany na 140. kilometrze (z 165). Z powodów organizacyjnych zawodnicy nie mogli ukończyć trasy, więc kwalifikacja nie została zaliczona. Cały rok pracy poszedł na marne. Kamil zaczął kolejny cykl, szukając innych biegów kwalifikacyjnych. To pokazuje, że ultra nie tylko fizycznie, ale i logistycznie jest brutalnym sportem – czasem nie wygrywa najlepiej przygotowany, tylko ten, kto miał szczęście do warunków.
Kamil opowiedział mi o decyzji, by przeprowadzić się z Polski do Malagi.
Malaga daje mu słońce, dostęp do gór, łatwość trenowania całorocznego, niską cenę codziennego życia w porównaniu z Polską (przynajmniej w wielu kategoriach), spokojne otoczenie. To idealne miejsce dla biegacza ultra, który pracuje zdalnie. Powiedział mi, że na trailach pod Malagą da się trenować w stylu, którego w Polsce nie ma – długie zbiegi, wysokie pętle, techniczny teren. A do tego morze – po treningu można wpaść do wody.
Kamil pracuje w branży VFX (visual effects) i może to robić zdalnie. Pandemia, jak mi powiedział, paradoksalnie pomogła mu w tym przeniesieniu – cały świat zaakceptował pracę zdalną, więc mieszkanie w Hiszpanii nie wymaga już żadnych negocjacji z pracodawcą. Idealne ułożenie życia dla zawodowego ultramaratończyka.
Na moment naszej rozmowy Kamil był świeżo po Walencji, gdzie próbował złamać 3 godziny w maratonie. Nie udało się. Mimo to – jak mi powiedział – traktuje ten start jako lekcję, nie porażkę. Wytłumaczył mi, że pewnie zrobił błąd taktyczny, że zbyt szybko ruszył pierwsze 10 km, że nie miał odpowiednio wystarczająco długiego cyklu maratońskiego. Ale każdy z tych błędów to wiedza, którą weźmie pod uwagę przy następnej próbie.
Kamil długo pracował z Marcinem Świercem jako trenerem. Powiedział mi, że Marcin łączy w sobie unikalną kombinację – wiedzę o ultra (jako najwyższej rangi praktyk z UTMB) z osobistym doświadczeniem najwyższego poziomu. Marcin trenuje innych zawodników z empatią i zrozumieniem, które przychodzi tylko z osobistego ścierpienia tych dystansów. Kamil powiedział mi, że jeśli ktoś szuka trenera ultra w Polsce, Świerc jest jednym z bardzo nielicznych, którzy spełniają najwyższe kryteria.
Kamil podzielił się ze mną ciekawą filozofią. Powiedział mi, że zdrowie nie jest wartością samą w sobie. Wartością jest to, co dzięki zdrowiu możemy zrobić – pobiec półmaraton w Maladze, wystartować w maratonie w Walencji, pojechać na Hard Rock 100. Zdrowie to narzędzie, nie cel. Ta filozofia bardzo mi się spodobała – wielu ludzi traktuje zdrowie jako absolutny cel, a Kamil pokazuje, że to środek do robienia rzeczy, które dają sens życiu.
Kamil powiedział mi, że robi swój podcast, bo chce inspirować ludzi do realizowania pasji. Jego własny start podcastu był impulsem – nie planował tego latami, po prostu kupił sprzęt i zaczął. Powiedział mi: „jeśli ja to mogłem, możesz i ty”. To bardzo ważne przesłanie dla wszystkich, którzy mają pomysł na własny podcast, blog, kanał YouTube. Najtrudniejsze jest wystartować – cała reszta wynika z konsekwencji.
Kamil zapowiedział mi powrót do biegów górskich w Tatrach. W zeszłym roku spróbował, ale nie poszło – brakowało mu wtedy bazy. Teraz, po doświadczeniach maratońskich i z Malagi, ma większy potencjał na trailach. Powiedział mi, że długoterminowo chce łączyć ultra z biegami górskimi krótszymi (50-80 km), bo to dystans, w którym obie te dyscypliny się przecinają.
Kamil opowiedział mi też o tym, że bycie podcasterem zmieniło jego perspektywę na bieganie. Każda rozmowa z gościem to dodatkowa lekcja – inny punkt widzenia, inny styl treningu, inna filozofia. Powiedział mi, że dziś jest mądrzejszym biegaczem niż dwa lata temu właśnie dzięki temu, że godzinami rozmawia z najlepszymi w naszym świecie. To samo, co ja wynoszę z podcastu „Świat okiem biegacza”.
Z rozmowy z Kamilem wyniosłem trzy najmocniejsze rzeczy. Pierwsza – że marzenie potrafi ograniczać, jeśli traktujemy je jako jedyny cel. Lepiej zbierać doświadczenia. Druga – że zdrowie to narzędzie, nie cel. Trzecia – że nieudany start to nie porażka, tylko najlepsza lekcja. Wszystkie trzy filozofie biorę dla siebie. Kamil pokazał mi, że ultramaratończyk to nie tylko zawodnik z mocnymi nogami, ale też osoba, która głęboko myśli o tym, po co biega.