Mój przepis na maraton – Bartek Falkowski ŚOB #067

Bartek Falkowski wraca do podcastu po raz trzeci – i za każdym razem ma nową życiówkę w maratonie. W ciągu dwóch lat zszedł z czasu w okolicach 2:34 do 2:22 w Amsterdamie, a po drodze zdobył współpracę z Adidasem i polską marką Radical. W tym odcinku Bartek opowiada, jak wygląda jego dzień z dwoma treningami: 2 dychy rano po 3:16/km i drugim akcentem po południu, jak budował kontrakty bez pisania maili oraz jak żona, która sama nie biega, stała się jego najważniejszym wsparciem.

Streszczenie odcinka

Bartek Falkowski po raz trzeci na mikrofonie

Bartek wraca do mojego podcastu po raz trzeci i zauważyliśmy obaj, że zaczyna to być nieco kevin-sam-w-domu’owa tradycja – z tym, że za każdym razem siadamy do rozmowy z lepszą o kilka minut życiówką maratońską. Dwa lata temu (jesienią 2019) Bartek miał 2:34 z hakiem, rok temu 2:27, a teraz po Amsterdamie 2:22:44 – czyli prawie 12 minut postępu w dwa lata, w okresie, w którym wielu zawodników na podobnym poziomie po prostu się zatrzymuje. Bartek zachował to, co działa – jest dalej nauczycielem, dalej pisze artykuły do bieganie.pl, ale bieganie zaczęło wypełniać znacznie więcej jego życia, w sposób, który nieprzypadkowo idzie w parze z wynikami.

Sponsorzy, którzy znaleźli go sami

Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie zaciekawiły, było to, że Bartek nigdy nie wysyłał maili z prośbą o sponsoring – wszystkie współprace przyszły do niego, gdy zaczął konsekwentnie poprawiać wyniki. Ponad rok przed naszą rozmową odezwała się polska marka Radical z propozycją testów ubrań – Bartek nie chciał być „tym, który przyjmie wszystko”, więc wziął tylko dwie koszulki i parę spodenek, ale po kilku miesiącach Radical zaproponował mu pełną współpracę sprzętową i finansową. Po zeszłorocznym maratonie odezwał się Piotrek z Adidasa z pytaniem, czy Bartek chciałby karbonowe Adios 1 – bo w jego słowach „ktoś daje buty biegaczowi, no to czym ma biegać?”. Z perspektywy czasu to pokazuje, że konsekwencja w wynikach przyciąga marki same z siebie, bez budowania własnej narracji „pracowałem dla was”.

Karbony – nie chodzi o kaligrafię na pianie, chodzi o świeżość mięśni

Dopytałem Bartka o jego perspektywę na buty karbonowe, bo wokół tego tematu narosło dużo mitów (m.in. porównania do strojów pływackich z Pekinu 2008). Bartek odesłał mnie do testów pokazujących, że nawet po pocięciu wkładki karbonowej ekonomia biegu poprawiała się – co według niego pokazuje, że największą rolę gra mocno odpychająca pianka, a nie sama płytka. Z jego doświadczenia: te buty nie przyspieszają nogi w sposób magiczny – one po prostu chronią mięśnie przed zniszczeniem. Bartek pamięta jeszcze maratony w bardzo twardych startówkach (typu New Balance 1500), po których mięśnie były „rozbite”, a w karbonach noga zostaje świeża, co na 35. km robi gigantyczną różnicę.

Dlaczego Amsterdam, a nie Warszawa czy Berlin

Pomysł na Amsterdam zrodził się już w grudniu 2020 i był podyktowany jedną rzeczą: poziomem stawki. Wynik 2:22:44 dał Bartkowi w Amsterdamie 40. miejsce w klasyfikacji generalnej, co w Berlinie byłoby koło 25., a w Londynie jeszcze wyżej – po prostu Amsterdam to jeden z najmocniej obsadzonych europejskich maratonów. Bartek chciał założyć się na grupie kobiet biegnących pod 2:19 (rekord trasy), bo wiedział, że one zawsze startują na rekord przez premię finansową. Plan był prosty: usiąść na ogonie, nie kombinować, biec swoje – i przy okazji spędzić fajny weekend turystyczny w Amsterdamie z żoną.

Cel 2:20 – jasna deklaracja, w którą sam wierzył

W przeciwieństwie do wielu zawodników, którzy mówią „ruszam na 2:24 ale chcę 2:18”, Bartek otwarcie zadeklarował 2:20. Powiedział mi, że to nie była bujda na społeczność – on faktycznie wierzył w ten wynik, bo trening układał się o 8–10 sekund na kilometrze szybciej niż rok wcześniej w analogicznych jednostkach, a 8 sekund/km na całym maratonie to dokładnie ta różnica, której potrzebował. Najbardziej utwierdził go jeden trening – 35 km narastająco, ostatnia dycha po 3:19 z zapasem (ostatni kilometr po 3:09) – po którym pomyślał: skoro tak biegam dychę po 35 km na treningu, na świeżych nogach na maratonie też powinienem to mieć.

Trening 22 dni przed maratonem – „bieda szakszuka” jako paliwo

Bartek opisał mi szczegółowo swój kluczowy trening trzy tygodnie przed maratonem. Rano dwie dychy: pierwsza po 95% tempa maratońskiego, druga po 105% – druga dycha szła Bartkowi po 3:16 i czuł się „z palcem w nosie”. Pomiędzy treningami zjadł „bieda szakszukę” (dwa jajka, pomidory z puszki), serek wiejski, odżywkę białkową, grejpfruta – świadomie unikając węglowodanów, by drugi trening zrobić na wypłukanym glikogenie. Po południu na Agrykoli 7 razy kilometr i 7 razy 400 m – szybciej, ale ze znacznie większym zmęczeniem. Bartek powiedział mi rzecz, która mocno utkwiła mi w głowie: „sztuką nie jest biec, gdy idzie z płatka. Sztuką jest zrobić założenia, gdy nie idzie”.

Półmaraton w Łowiczu – samotny bieg z plątaniną kostki brukowej

Na cztery tygodnie przed Amsterdamem Bartek pobiegł półmaraton w Łowiczu z czasem 1:09:20, samotnie od pierwszego do ostatniego kilometra (5 minut przewagi nad drugim zawodnikiem). Trasa była lekko pomarańczowa: cztery pętle, kostka brukowa na rynku, problem z tym, gdzie znaleźć własne butelki. Bartek planował przy okazji potrenować strategię z własnymi napojami, ale od drugiej pętli kibice zrobili mu dosłownie przeszkody na trasie. Mimo to – rekord życiowy, wygrana, i bardzo solidny prognostyk: skoro samotnie biegłem 1:09:20, to w grupie powinienem utrzymać podobne tempo.

Dominika – wsparcie, którego nie da się przetłumaczyć

Najmocniejszy emocjonalnie fragment naszej rozmowy dotyczył żony Bartka, Dominiki. Bartek powiedział mi, że jej rola w jego sportowej drodze jest tak duża, że opisanie tego komuś z boku to „jak tłumaczenie kolorów niewidomemu od dziecka”. Dominika nie biega, ale w Amsterdamie zrobiła 20 tysięcy kroków po samym kibicowaniu – z plecakiem, po ścieżkach rowerowych Amsterdamu (gdzie skuterzy szarżują jak dzicy), na 4 punkty z bidonami. Bartek powiedział mi, że to nie jest wsparcie typu „przyjdę, klasnę, wezmę kurtkę” – to wsparcie tak głębokie, że bez niego nie ma w głowie tego luzu, który pozwala robić ciężkie treningi. To dla mnie była najpiękniejsza część rozmowy.

Sam Amsterdam – jak idealny plan zderza się z chaosem startu

Bartek odtworzył mi przebieg samego biegu w Amsterdamie i okazało się, że nawet z idealnym przygotowaniem na trasie wszystko może iść inaczej, niż się zakłada. Pierwszy kilometr poszedł po 3:14, drugi po 3:17 – zbyt szybko, bo grupa dziewczyn na 2:20 z zającem mu się oderwała w tłumie startu. Doganiał ich, na półmetku był idealnie pod 2:20, ale na 25. km zając zaczął odjeżdżać i Bartek nie utrzymał kontaktu. Między 27. a 37. kilometrem był naprawdę trudny okres – pojawiły się problemy żołądkowe, myśli „mogę nie dobiec”, a holenderscy kibice darli się tak, że nawet w „krzakach” sikać się nie dało. Pomogło zwolnienie, krótki zbieg, zmiana kierunku wiatru i finisz – nie przyspieszony, ale stabilny. 2:22:44 i pierwszy rekord klubu Piekielni Warszawa.

Co Bartek chce poprawić przed Berlinem

Na koniec zapytałem Bartka, gdzie jeszcze widzi rezerwy. Wymienił mi trzy obszary: po pierwsze trening siłowy/ogólnorozwojowy – do tej pory robił go bardzo mało (pompki, brzuszki, taśmy), a wie, że tu jest duża luka. Po drugie mobilność – szczególnie biodro i odcinek piersiowy, które ma sztywne i które powodują, że spina górę w trakcie biegu. Po trzecie samo nawarstwianie się treningu – powiedział mi, że ma dopiero kilka lat solidnego stażu, więc jest dużo miejsca na progres bez radykalnych zmian. Plan na sezon: 10 000 m i półmaraton wiosną (myśli o Hadze), Berlin jesienią, a po drodze może luźny start na piątkę albo coś trailowego. Filozofia ta sama, co dwa lata temu: dużo, mocno, wierzyć w siebie.

Czego nauczyłem się z trzeciej rozmowy

Z Bartkiem rozmawiałem ponad godzinę i wyniosłem z tego dwie najmocniejsze rzeczy. Pierwsza – że ambitny amator może w dwa lata zejść z 2:34 do 2:22 bez radykalnej zmiany filozofii treningu, jeśli tylko utrzyma ciągłość, doda kilka procent intensywności i przede wszystkim zaufa procesowi. Druga – że bez wsparcia w domu (Bartek mówił o Dominice, ja zawsze mówię o swojej narzeczonej) sport na tym poziomie po prostu nie istnieje. Wszystko inne – sponsorzy, kontrakty, plany, podcasty – to dodatki. Fundamentem jest czysta głowa, którą daje druga osoba.

Najnowsze odcinki podcastu

Max Czyżykowski – Jak tworzyć treści o bieganiu, które nie są nudne?

Damian Rudnik: Moja biegowa przygoda – od 1500 metrów do ultra

Te suplementy faktycznie działają w bieganiu. Kamil Suwała