Życie młodego triathlonisty – Jan Chrzanowski, jeden z najmłodszych gości podcastu, student i zawodnik Pucharu Europy Juniorów w triathlonie, opowiada o tym, jak wygląda jego dzień, ile jeździ na rowerze i ile biega oraz dlaczego trener z klubu pływackiego stała się jego trenerką w triathlonie. W tym odcinku rozmawiamy o szlif na rowerze (na rondzie w Chorwacji i w Maladze), o starcie w Mellili, treningu biegowym 60–70 km tygodniowo oraz o nadchodzących akademickich mistrzostwach Polski.
W 95. odcinku Świata Okiem Biegacza moim gościem był Janek Chrzanowski, młody trójmiejski triathlonista, student inżynierii danych na Politechnice Gdańskiej, były pływak Lechii Gdańsk i piłkarz tego samego klubu. To kolejny po Marcinie Stanglewiczu mój trójmiejski rozmówca z świata triathlonu, którego śledziłem na Stravie i Instagramie zanim na żywo udało nam się spotkać. Pierwszy raz Janek napisał do mnie z prośbą o radę, jaką trasę rowerową wybrać w Maladze przed Pucharem Europy Juniorów w Melilli – i to wystarczyło, żebyśmy zostali w kontakcie. Z naszej rozmowy wyniosłem kompletny obraz młodego, profesjonalnego, ale też świadomego zawodnika, który przeszedł właśnie ze świata juniorskiego do kategorii U23 – i nie ukrywa, że to brutalne zderzenie ze ścianą.
Janek opowiedział mi swoją drogę. Sześć lat pływał w klasie pływackiej, potem – znudzony pływaniem – przeszedł do piłki nożnej, w którą amatorsko grał już dwa lata. Po dwóch latach nauki od zera dostał się do Lechii Gdańsk, gdzie spędził dwa lata. Ostatnie pół sezonu w Lechii nie poszedł do klasy sportowej i zaczął odstawać – schodziły mu się treningi, jeździł na wycieczki po Polsce i wchodził na ostatnie 60 sekund meczu. To go nie satysfakcjonowało, ale nie chciał też schodzić do gorszego klubu. Zaczął rozglądać się za nową ścieżką – i tak trafił na triathlon. Pływanie miał, biegał trochę z tatą od dziecka, jeździł na rowerze górskim – wszystkie trzy elementy się zazębiły.
Gdy zapytałem o upadki na rowerze, Janek opowiedział mi dwie historie. Jedna była na rondzie w Chorwacji – podłoże było śliskie, wszedł za ostro w zakręt, się wywalił. Druga, ciekawsza, była w Maladze, dosłownie w miejscu, do którego sam mu poleciłem trasę. Po burzy piaskowej cała Malaga była brudna, jechał ulicą, gdy pan czyszczący jezdnię centralnie zraszaczem zaczął mu pod koła pryskać wodą. Powstało błoto, Janek się poślizgnął, zbił telefon, uszkodził rower, obił się i obtarł strój. Nigdy nie wywrócił się na zawodach – tylko na treningach.
Gdy zapytałem o jego biegowe życiówki, Janek przyznał, że bieganie weszło do jego życia dopiero z triathlonem – nawet nie ma profilu w domtelu. Po półtora roku treningu pobiegł 37 minut na dyche, co go satysfakcjonowało. Dziś na ostatnich Akademickich Mistrzostwach Polski w przełajach przebiegł 9,6 km ze średnią 3:20 na kilometr – co odpowiada 33-minutowej dysze. Sam zakłada, że na ulicy zszedłby pod 32 minuty, a 31 to cel na najbliższe miesiące. Dla Janka to wciąż element kondycyjny, nie cel sam w sobie – bardziej skupia się na całości triathlonu.
Najbardziej szczerą część rozmowy stanowiła refleksja Janka nad przejściem z kategorii juniorskiej do U23. Powiedział mi, że to jest tylko rok różnicy, ale i aż rok – z bycia jednym z najlepszych przeszedł do bycia jednym z najgorszych. Pływanie, które uważał za swoją mocną stronę, oceniłby teraz na 6-7 w skali 10. Kolarstwo zawsze było jego piętą achillesową – technicznie OK, ale moc maksymalna jest na bardzo limitowanym poziomie ze względu na małą objętość kolarską. Bieganie idzie najlepiej. Tygodniowy trening to 15-22 godziny, czyli 9 godzin roweru, około 5 godzin biegu (60-70 km), 5 razy pływanie po 1,5 godziny i dwa treningi siłowe. Sam mówi, że żeby naprawdę walczyć w Europie potrzebowałby 26-30 godzin.
Najciekawszą historią, którą Janek opowiedział mi w trakcie rozmowy, było jego niedoszłe wyjście do USA. Przygotowywał się do tego półtora roku – studia plus profesjonalny triathlon w polskich realiach po prostu się nie składają, więc zaczął szukać uczelni amerykańskiej. Po rozmowach online i osobistym spotkaniu z trenerem podczas zawodów w Montrealu został przyjęty na Queens University of Charlotte, gdzie trenują dziś dwie polskie zawodniczki – Weronika Ptaszyńska i Martyna Bogała. Ostatnim aspektem było stypendium sportowe – i tu się okazało, że pokrywało tylko 50 procent. Wytłumaczył mi, że męski triathlon nie jest w lidze NCAA, więc uczelnie nie mają z tego pieniędzy, żeński jest. To była dziwna decyzja, ale przesądziła o jego pobycie na Politechnice Gdańskiej.
Na pytanie o trening siłowy, Janek opowiedział mi o współpracy z Kamilem Rosiakiem z Fizjolab – trenerem personalnym, który sam jest zawodnikiem i rozumie, że trening nie może być za ciężki. Cykl polega na tym, że Janek raz na 5 tygodni jedzie do Kamila wspólnie zrobić trening, dostaje cztery ćwiczenia na kolejne cztery tygodnie, robi raporty z każdego treningu i wraca po nowy zestaw. Ćwiczenia opierają się na hybrydzie martwego ciągu (aktywacja dwugłowych i pośladków), wyciskaniu, podciąganiu i czymś z gumami. Janek argumentował, że trening siłowy ma sens głównie pod kątem prewencji kontuzji – wielu zawodników nie wie, że ma dysproporcje mięśniowe, a 30 minut tygodniowo na siłowni może te asymetrie wyłapać.
Pytałem Janka o jego najgorszy moment w karierze. Wskazał na start w Rawie Mazowieckiej w 2020 lub 2021 roku. Od początku biegu zaczęły się mocne kolki, potem doszły bóle w płucach (możliwie powiązane z lekkimi problemami astmatycznymi), gorący dzień. Niesłychany ból wewnętrzny – osoby, które stały na trasie, patrzyły z lekkim przerażeniem. Co gorsza, jak Janek z humorem wytłumaczył, Kamil Kulig wysyła mu zdjęcie z tamtego biegu za każdym razem, gdy Janek napisze coś niepochlebnego o nim w internecie. To takie wewnętrzne wymierzanie sprawiedliwości w trójmiejskim środowisku.
Gdy rozmawialiśmy o ostatnich startach, Janek opowiedział o Mistrzostwach Świata w Multisporcie na Ibizie. W Aquatlonie był zadowolony z biegu mimo lekkich problemów na pływaniu. Cztery dni później wystartował w Cross Triathlonie – była to dla niego nowość. Pływanie wyszło fajnie, ale na 6. kilometrze rowerowej trasy złapał dętkę. Trasa była bardzo skalista i techniczna, a Janek – nie będąc mechanikiem – nie wiedział, że na takiej powierzchni warto użyć opon bezdętkowych. Zauważył mi przy okazji, że kapeć kończy w triathlonie wyścig – stawka ucieka, nie ma sensu wymieniać koła. Skojarzyłem to z naszym własnym kapciem w samochodzie wracając z Walii dzień wcześniej.
Janek opowiedział mi też o swojej trenerce, której nazwiska nie podał. Trenerka pracowała w tym samym klubie pływackim, w którym Janek spędził 6 lat – ich znajomość była naturalną kontynuacją. Trenują razem już 4 lata. Niedawno ruszyli z klubem Trójmiejska Akademia Triathlonu, w której jest kilkoro innych zawodników – mają codzienny basen i wspólne jednostki, pozostałe Janek robi sam. Janek przyznał mi, że bardzo zazdrości takich relacji – sam od pewnego czasu trenuję się sam i widzę, ile błędów po drodze popełniłem.
Janek opowiedział mi też o tym, że dostał powołanie z Polskiego Związku Triathlonu na dwa Puchary Europy organizowane w Polsce. Polska kadra triathlonowa jest powoływana na pół roku, ale na poszczególne imprezy są oddzielne wezwania. Debiut Janka na dystansie olimpijskim (1500 m pływania, 40 km roweru, 10 km biegu) odbędzie się za 3-4 tygodnie w Rzeszowie. Janek przyznał mi, że nie jest przerażony, ale w pełni świadomy, jak będzie boleć. Z perspektywy światowego ścigania ocenił polski triathlon jako rosnący, ale jeszcze daleki od czołówki europejskiej – barierą jest niemożność łączenia studiów z pełnym treningiem w Polsce, dlatego wielu młodych zawodników wybiera USA jako alternatywę.
Na koniec poruszyłem ciekawą obserwację – dlaczego w środowisku triathlonowym jest więcej naukowej wiedzy o treningu niż w bieganiu długodystansowym. Janek przyznał mi, że nie wie skąd to się bierze, ale potwierdził: ilość nowinek fizjologicznych i sprzętowych w triathlonie jest zatrważająca. Wszystko, co przekłada się na triathlon, można wykorzystać w bieganiu, kolarstwie i pływaniu. Triathlon jest sportem, gdzie najmniejsze detale robią różnicę. Janek śledzi wszystkie wyniki, podcasty, blogi, portale – dla niego to nawet bardziej interesujące niż samo trenowanie. Po 95 odcinkach mojego podcastu zgadzam się z tym całkowicie.