Kamil Jastrzębski – ŚOB #006

Przygotowałeś się idealnie, zrobiłeś robotę przez cały rok – a grupy na minimum olimpijskie nie ma. Co czujesz wbiegając na metę z wynikiem dalekim od celu? W tym odcinku rozmawiałem z Kamilem Jastrzębskim, zwycięzcą wiślanego półmaratonu i zawodnikiem, który otwarcie mówi o tym, że jest gotowy na igrzyska – tylko warunki muszą dać mu szansę. Szczera, twarda rozmowa o zawodowym maratonie, bólu na 36. kilometrze i o tym, co znaczy być perfekcjonistą w sporcie.

Kim jest Kamil Jastrzębski?

Gościem tego odcinka był Kamil Jastrzębski – zawodowy maratończyk, zwycięzca wiślanego półmaratonu i zawodnik, który od lat pracuje na minimum olimpijskie. Kamil trenuje pod okiem Huberta i Marka Bukowskiego, a każdy jego start to starannie zaplanowana operacja na granicy ludzkich możliwości. W rozmowie był wyjątkowo szczery – o niedosycie, złości i o tym, co znaczy być profesjonalistą, gdy los nie sprzyja.

Maraton z obietnicą grupy, której nie było

Kamil przygotowywał się do maratonu z założeniem, że będzie miał grupę prowadzącą w tempie gwarantującym minimum olimpijskie 2:10. Organizatorzy potwierdzali to przez wiele tygodni. Na kilkanaście godzin przed startem okazało się, że grupy nie ma. Dla zawodnika, który poświęcił rok na przygotowania do jednego startu, to cios – nie tylko logistyczny, ale i psychiczny.

Wynik 2:16 – satysfakcja czy rozczarowanie?

Kamil dobiegł na metę z czasem 2:16. Z zewnątrz brzmi to jak świetny wynik. Dla niego – to porażka w stosunku do celu. Ale przyznał wprost: nie przemknęło mu przez myśl, żeby odpuścić. Na 30. kilometrze, gdy wiedział, że minimum ucieka, biegł dalej z pełną intensywnością. Bo tak właśnie działa w sporcie: albo dajesz sto procent, albo nie ma sensu startować.

Hubert – trener, który nie boi się ryzyka

Kamil mówił o swoim trenerze Hubercie z dużym respektem. Podkreślał jego profesjonalizm, zaangażowanie i gotowość do stosowania niekonwencjonalnych metod treningowych. Hubert angażuje się w stu procentach w każdego zawodnika – niezależnie od tego, czy jest to amator, czy zawodowiec. Jego wadą? Perfekcjonizm, który bywa kosztowny.

Kenia – co daje obóz na wysokości?

Kamil opisał swój pobyt w Kenii z rozbrajającą dokładnością: codzienne wstawanie o szóstej rano, dwa treningi dziennie, dieta bogata w rośliny strączkowe i węglowodany, minimalna infrastruktura technologiczna. Tamtejsi zawodnicy wiedzą, że bieganie to jedyna droga na lepsze życie. To skupienie i brak rozproszenia to – zdaniem Kamila – jedna z największych przewag kenijczyków.

Czy można przygotować się w Polsce?

Kamil twierdzi, że tak – ale Kenia daje coś dodatkowego: perspektywę, obserwację najlepszych od środka i brak bodźców, które w Polsce rozpraszają każdego sportowca. Nie każdy musi jeździć do Afryki, ale jeśli masz ambicje olimpijskie i możliwość wyjazdu, to warto spróbować.

Ból na 36. kilometrze i najgorszy start w życiu

Kamil opowiedział o biegu górskim, który stał się jego największą lekcją pokory. Ruszył za mocno, nie zabrał wystarczająco dużo żelów, na 36. kilometrze złapały go skurcze i przez ostatnie kilometry szedł marszem. Na mecie płakał z wyczerpania. Dziś mówi o tym bez wstydu – to był błąd, wyciągnął wnioski i nie zamierza go powtarzać.

Medytacja jako narzędzie sportowe

Kamil zaczął praktykować medytację podczas pobytu w Kenii. Piętnaście, dwadzieścia minut dziennie w ciszy, bez telefonu, bez muzyki. Zauważył różnicę – większy spokój, lepsza koncentracja, zdolność do wejścia w stan lekkości podczas zawodów. Wierzy, że w treningu mentalnym tkwią największe rezerwy większości polskich zawodników.

Najnowsze odcinki podcastu

Sebastian Białobrzeski o treningu do biegów ultra

Nie dotyczy to tylko Ciebie. Codzienne problemy biegaczy.

Moje błędy biegowe w 2025 roku