O problemach w bieganiu kobiet się nie mówi – przynajmniej nie głośno, nie otwarcie i nie w środowisku, gdzie wszyscy skupiają się na wynikach. W tym odcinku rozmawiałem z Magdaleną Dias, studentką medycyny, byłą stypendystką w USA i biegaczką, która przeszła przez to wszystko na własnej skórze: brak okresu, problemy z gęstością kości, złamania zmęczeniowe, presję wagi. To jedna z ważniejszych i rzadziej poruszanych rozmów w tym podcaście.
Gościem tego odcinka była Magdalena Dias – studentka medycyny na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, biegaczka z wieloletnim doświadczeniem i była stypendystka na Uniwersytecie w San Francisco. Jako juniorka zdobyła wicemistrzostwo Europy w biegach górskich i wicemistrzostwo Polski w przełajach i biegu na 3000 m w hali. Wyjechała do Stanów w momencie, gdy polska kariera nabierała tempa – i właśnie tam zderzyła się z realiami sportowego życia kobiety na najwyższym poziomie.
Magda przez dwa lata studiów w USA trenowała w jednej z najlepszych drużyn w kraju, dwa razy dziennie, z dziewczynami, które dziś są kandydatkami do igrzysk. I przez te dwa lata praktycznie się nie poprawiła. Przybrała na masie, miała ciągłe kontuzje, nie mogła spać. Dopiero z perspektywy czasu i wiedzy medycznej zrozumiała, co się wtedy działo.
Magda przyznała wprost: przez dwa lata nie miała okresu. I nie była jedyna – w jej drużynie było tak samo wiele dziewczyn. Nikt o tym głośno nie mówił, trenerzy – wszyscy mężczyźni – nie poruszali tego tematu, a ona sama traktowała to jako coś naturalnego w sporcie wyczynowym. To jest poważny błąd. Wtórny brak miesiączki to objaw triady sportsmenki – razem z zaburzeniami odżywiania i osteoporozą – i może mieć poważne długofalowe konsekwencje zdrowotne.
Konsekwencją niskiego poziomu estrogenów jest obniżona gęstość kości. Magda widziała w swojej drużynie dziewczyny ze złamaniami piszczeli, strzałki, kości miednicy. To nie były przypadki – to był bezpośredni efekt triady. Lekarze przepisywali tabletki antykoncepcyjne jako leczenie, co Magda oceniała krytycznie: tabletki podnosiły wagę i tym samym przywracały okres, ale nie eliminowały przyczyny.
Magda opisała swój najgorszy okres żywieniowy: mała miseczka owsianki na śniadanie, owoc na drugie śniadanie, jeden mały posiłek na obiad, jedna kanapka wieczorem. Chudła, wyniki trochę rosły, więc kontynuowała. Dopiero spotkanie z dietetykiem i zrozumienie mechanizmów biologicznych zatrzymało tę spiralę.
Magda nie unika trudnej odpowiedzi: bo nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć. Badania krwi na kadrze koncentrują się na żelazie i ferrytynie. Hormony bada się samemu, na własną rękę. A konsekwencje tych zaniedbań – problemy z tarczycą, hormonami, potencjalna bezpłodność – dotykają niektórych zawodniczek do dziś.
Magda poruszyła jeszcze jeden temat, który w środowisku sportowym jest prawie nieobecny: ponad 50 procent dziewczyn w jej drużynie miało problem z wysiłkowym nietrzymaniem moczu. To efekt dysfunkcji mięśni dna miednicy – i można z tym pracować. Koleżanka ze studiów medycznych zrobiła ankietę i zaalarmowała grupę. Pomogły ćwiczenia pilates i świadoma praca z mięśniami głębokimi.
Magda zakończyła rozmowę prostą radą: rozmawiajmy o tym. Między zawodniczkami, z trenerami, ze specjalistami. Monitorujmy hormony, nie tylko żelazo. Jedzmy wystarczająco. I – przede wszystkim – nie traktujmy braku okresu jako czegoś normalnego w sporcie wyczynowym, bo nie jest.