Triathlon to sport, który uczy cierpliwości, pokory i systematyczności – i tego nie nauczysz się w miesiąc. W tym odcinku rozmawiałem z Maciejem Bodarem, wyczynowym triathlonistą i trenerem, który wcześniej uprawiał pięciobój nowoczesny. Maciek opowiedział mi o tym, jak bezpiecznie wejść w świat triathlonu, dlaczego trening na rowerze stacjonarnym jest efektywniejszy niż jazda po ulicy i jak mądrze poruszać się na rowerze, żeby do domu dotrzeć cało. Obowiązkowe słuchanie dla każdego, kto marzy o pierwszym ironmanie.
Gościem tego odcinka był Maciej Bodnar – wyczynowy triathlonista specjalizujący się w dystansie olimpijskim i jednej czwartej ironmana, a jednocześnie trener prowadzący grupę amatorów. Zanim trafił do triathlonu, przez kilka lat trenował pięciobój nowoczesny w Warszawie. Zmiana dyscypliny nie była przypadkowa – Maciek szukał czegoś, w czym wytrzymałość i długotrwały wysiłek odgrywa pierwszoplanową rolę, a triathlon okazał się odpowiedzią.
Maciek przyznał, że pięciobój go ukształtował, ale triathlon dał mu to, czego brakowało – połączenie trzech dyscyplin, gdzie każda wymaga osobnych kompetencji i sprzętu. Początki z rowerem były najtrudniejsze: nie znał sprzętu, nie wiedział jak siedzieć na rowerze, nie rozumiał różnicy między pompą szosową a kolarką. Dziś te niuanse zna na wylot i uważa, że właśnie ta wiedza sprzętowa jest jedną z największych barier wejścia dla nowych triathlonistów.
Maciek trenuje między 10 a 15 godzin tygodniowo, z czego około połowy to pływanie. Jazda na rowerze odbywa się niemal wyłącznie na trenażerze – to według niego jedyny sposób, żeby każdy kilometr był jakościowy i bezpieczny w warunkach polskiego ruchu drogowego. Biegi realizuje w grupie lub dołącza do jednostek biegaczy, jeśli pasują do jego aktualnego planu intensywności.
Miernik mocy to urządzenie montowane w korbie lub pedałach roweru, które mierzy siłę nacisku na pedały i przelicza ją na waty. To jedyny obiektywny wskaźnik intensywności wysiłku na rowerze, niezależny od wiatru, pochylenia trasy czy nawierzchni. Maciek jest jego zdecydowanym zwolennikiem – dzięki niemu każdy trening ma konkretne zadanie i konkretny cel, a nie tylko przybliżone odczucie tempa.
Maciek tłumaczył w prosty sposób, dlaczego triathlon jest sportem zdominowanym przez kraje zachodnie. Po pierwsze: wymaga infrastruktury pływackiej, której w Afryce Subsaharyjskiej praktycznie nie ma. Po drugie: kosztowny sprzęt kolarski jest poza zasięgiem zawodników z biedniejszych krajów. Po trzecie: kwalifikacje olimpijskie trwają latami i wymagają startów na całym świecie, co generuje ogromne koszty podróży.
Maciek podał trzy kluczowe zasady dla osoby, która chce spróbować triathlonu. Pierwsza to systematyczność: zaczynaj spokojnie, bez szarpania, trenuj regularnie i nie rzucaj się na ciężkie jednostki od pierwszego tygodnia. Druga to zmiana drobnych nawyków żywieniowych i trybu życia, które szybko przekładają się na samopoczucie. Trzecia to nauka pokory: triathlon to sport cierpliwości, w którym postęp mierzy się miesiącami, nie tygodniami.
Maciek podkreślił, że widoczność to absolutna podstawa bezpieczeństwa kolarzy. Mocne lampki – nie te z marketu za kilka złotych – powinny świecić zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia. Jasne, odblaskowe ubrania są ważniejsze niż modne kolory. Kluczowe jest też myślenie zamiast honoru: kiedy kierowca wymusza pierwszeństwo, lepiej ustąpić niż ryzykować życie. Zbyt wielu rowerzystów kończy w szpitalu, broniąc swojego prawa do drogi.