Byłem gościem Radia Kampus i przez ponad dwadzieścia minut odpowiadałem na pytania redaktorki na temat biegania, diety, górskich wyzwań i tego, jak łączyć sport z normalnym życiem. To odcinek trochę inny niż zwykle, bo zamiast moich pytań – tym razem padały pytania do mnie. Mówię o tym, jak naprawdę wygląda moje bieganie, dlaczego najtrudniejszy dystans to dla mnie pięć kilometrów i jak bananowy rytuał przed startem wygląda od środka.
W tym odcinku zamieniłem się rolami – byłem gościem Radia Kampus i odpowiadałem na pytania redaktorki na temat swojej kariery biegowej i podcastu Świat Okiem Biegacza. Biegam od trzynastego roku życia, zaczynałem od biegów przełajowych, potem trafiłem na lekkoatletykę szkolną i bieżnię. Od kiedy zacząłem studia na Politechnice Warszawskiej, przestawiłem się na biegi uliczne i amatorskie starty na piątce, dyszce i półmaratonie.
Podcast powstał z bardzo prostej potrzeby – chciałem rozmawiać z ciekawymi ludźmi ze świata biegania i przy okazji sam się czegoś nauczyć. Nie miałem wcześniej doświadczenia w prowadzeniu podcastu, więc pierwsze odcinki brzmiały jak rozmowa kogoś, kto bardziej chce się pokazać niż posłuchać gościa. Uczyłem się słuchać. Teraz wiem, że najlepsza rozmowa to taka, w której reflektor świeci równo na obie strony.
Bieganie codziennie nie oznacza codziennie tego samego – rozbiegania, podbiegi, interwały, tempo na stadionie to kompletnie różne bodźce. Rozgrzewka zajmuje mi zazwyczaj około czterdziestu minut i dopiero potem zaczynam właściwy trening. Odpoczynek jest równie ważny jak bieganie. Dałem sobie prawo do dni bez treningu i dziś wiem, że to jeden z ważniejszych elementów planu przygotowań.
Wielu ludzi myśli, że im dłuższy dystans, tym trudniejszy. W moim przypadku najtrudniejsza jest piątka – bo to bieg na granicy maksymalnego wysiłku, gdzie po trzecim kilometrze masz wrażenie, że ostatnie dwa trwają dłużej niż pierwsze trzy. Maraton boli inaczej – bardziej rozłożony, bardziej metaboliczny. Piątka boli tu i teraz, bez przerwy.
Moja dieta bazuje na kaszy jaglanej, kaszy bulgur, pęczaku, dużej ilości warzyw i roślinach strączkowych. Regularnie piję sok z buraka na kilka tygodni przed ważnymi startami – azotany pomagają w rozszerzeniu naczyń krwionośnych i poprawiają wydolność. Stosuje też kofeinę w kapsułkach przed zawodami, żeby precyzyjnie kontrolować dawkę. Godzinę przed startem jem banana – prosto, skutecznie, sprawdzone przez lata.
Góry to zupełnie inna dyscyplina niż bieganie po ulicy. Wejście na Kasprowy Wierch zajmuje kilka godzin i wymaga odpowiedniego wyposażenia. Zmienna pogoda potrafi zaskoczyć nawet doświadczonych biegaczy – w Zakopanem piętnaście stopni, na Kasprowym zero i śnieg. Telefon, woda, przekąska energetyczna i zaplanowanie trasy z uwzględnieniem powrotu to absolutne minimum. Poinformuj kogoś bliskiego, dokąd idziesz.