Biega ponad 26 lat, był na mistrzostwach Europy w maratonie trzykrotnie, ma wynik 2:11 i do dziś uważa że jest coś jeszcze do zrobienia. Mariusz Giżyński – jeden z najbardziej doświadczonych i konsekwentnych polskich maratończyków – opowiadał o tym jak zbudować wieloletnią karierę bez wypalenia, dlaczego bez solidnej bazy ogólnorozwojowej nie ma długowieczności w sporcie i czym różni się trening szkoły Renato Caovy od tego co robią polscy zawodnicy. Rozmowa o maratonie od środka, po ponad dwóch dekadach na trasie.
Gościem tego odcinka był Mariusz Giżyński – jeden z najbardziej doświadczonych polskich maratończyków, trzykrotny uczestnik Mistrzostw Europy w maratonie (m.in. Barcelona 2010), rekordzista życiowy z wynikiem 2:11:34. Biega od 26 lat, zaczynał od biegów przełajowych i przeszkód w Płocku, a dojście do maratonu było naturalną ewolucją. Dziś trenuje samodzielnie, piszę bloga i prowadzi Anię Bańkowską jako trener.
Mariusz wyjaśnił to prosto: w ciągu 26 lat kilka razy był bliski igrzysk olimpijskich, Mistrzostw Europy z medalem i granicy 2:10. Żaden z tych celów nie został w pełni zrealizowany. Nie jest to dla niego tragedia – to motor napędowy. Dopóki czuje, że może jeszcze coś osiągnąć, dopóty będzie trenował. Pasja do biegania jest równie ważna co cel – nie oddzielił ich od siebie przez całą karierę.
Mariusz wskazał kilka elementów, które pozwoliły mu tak długo pozostawać na wysokim poziomie. Przede wszystkim nikt nie eksploatował go jako juniorów – treningi były stopniowane i oparte na wszechstronności. Po drugie, przez całe życie dbał o sprawność ogólną – ćwiczenia gimnastyczne, siła, mobilność. Po trzecie, otaczał się ludźmi którzy mądrze doradzali i nie gonił za quick fixami. Po czwarte, miał pasję i ciekawość – szukał wiedzy, obserwował najlepszych na świecie.
Mariusz był w Kenii dziewięć razy i za każdym razem wracał z czymś nowym. Obserwował zawodników ze światowej czołówki, rozmawiał z trenerami, wdrażał to co widział we własnym treningu. Filozofia Caovy – duże objętości w tempie maratońskim, minimalizacja zakwaszenia, praca na prędkościach startowych z krótkimi przerwami – stała się dla niego inspiracją. Polscy maratończycy, jego zdaniem, ciągle za mało biegają w tempie maratońskim.
Mariusz stanowczo odrzuca pytanie o jeden kluczowy trening. Sukces w maratonie buduje się serią tygodni, nie jednym biegiem. Ważne są: regularne trzydziesto- czterdziestokilometrowe biegi w mocnym tempie, odcinki po trzy i cztery kilometry w tempie zbliżonym do maratońskiego na krótkich przerwach, podbiegi budujące siłę biegową i bardzo solidna baza tlenowa. Kiedy to wszystko się połączy w odpowiednim cyklu, wynik jest tylko kwestią właściwego rozłożenia sił na trasie.
Mariusz prowadzi Anię Bańkowską od momentu gdy zgłosiła się z prośbą o pomoc przed debiutem maratońskim. Współpraca jest mu bliska, bo Ania to zawodniczka której on sam zazdroszcza potencjału. Ania biega poniżej 2:35 w maratonie, ma klasę mistrzowską na dychę i może biegać znacznie szybciej. Gdyby nie udało mu się spełnić własnych marzeń jako zawodnik, chciałby to zrobić jako trener. A najlepiej oboje – w Tokio, razem.