Czy można być zawodowym strażakiem i jednocześnie jednym z najlepszych biegaczy górskich na świecie? Bartek Przedwojewski udowadnia, że nie tylko można – ale że właśnie ta niezależność finansowa daje mu wolną głowę i pozwala atakować największe imprezy świata bez presji sponsorów. W tym odcinku Bartek opowiada o swoim triumfie na Golden Trail Championship na Azorach, o tym jak pokonał Jima Walmsley’a i dlaczego straż pożarna jest jego tarczą – nie ograniczeniem. Rozmowa, która zmienia sposób myślenia o tym, czym naprawdę jest profesjonalizm w sporcie.
Gościem tego odcinka był Bartek Przedwojewski – jeden z najlepszych polskich i europejskich biegaczy górskich, pracujący na co dzień jako strażak we Wrocławiu. Bieganiem na stadionie zajmował się od dziecka, trenując w Głuchołazach pod okiem trenera Jana Maja. Widząc swoje naturalne predyspozycje do podbiegu i zbiegów, już jako junior wiedział, że góry to jego docelowa dyscyplina.
Bartek od początku świadomie planował połączyć pracę w straży z bieganiem górskim na najwyższym poziomie. Służba daje mu elastyczny grafik, możliwość licznych wyjazdów na obozy i spokoją głowę – nie musi uzależniać swojego bytu od wyników sportowych ani kaprysu sponsorów. Jak sam mówi, to właśnie brak presji finansowej pozwala mu biegać odważnie i z radością.
W 2020 roku Bartek wygrał finałowy etap prestiżowego cyklu Golden Trail Championship na Azorach, pokonując między innymi Jima Walmsley’a – ultramaratończyka z życiówką 64 minut na półmaratonie. Zwycięstwo to nie był przypadek, lecz efekt lat systematycznej pracy połączonej ze zmianą systemu treningowego pod okiem trenera Andrzeja Orłowskiego.
Bartek opisał moment, gdy Jim wbiegł na metę kilka minut za nim i zobaczył w jego oczach bezradność – poczucie, że dał z siebie wszystko, a i tak nie był w stanie go dogonić. To uczucie – że zmusiłem tak mocnego zawodnika do maksymalnej pracy – dało mi niesamowity kopa. I właśnie ten impuls napędza dalej.
Przez długi czas Bartek trenował intuicyjnie i często się przeciążał. Zwrot nastąpił gdy zadzwonił do trenera Orłowskiego w momencie największego wypalenia i poprosił o pomoc. Ich współpraca zaczęła się od codziennych rozmów i stopniowego budowania systemu – dziś Bartek dostaje wieczorem wiadomość co ma zrobić następnego dnia. Trener nieustannie się dokształca, śledzi treningi rywali i eksperymentuje razem z Bartkiem.
W treningu górskim dużym problemem jest zbyt długa przerwa przy zbiegu po odcinkach podbiegu. Bieżnia mechaniczna pozwala Bartkowi realizować intensywne jednostki z idealnie kontrolowaną przerwą i nachyleniem – przełączając się w dowolnym momencie między bieganiem płaskim a treningiem podbiegu. To jeden z elementów, które wyróżniają jego trening na tle innych zawodników.
Bartek nie ucieka od wielkich słów. Wprost deklaruje, że jego celem jest zostać najlepszym biegaczem górskim na świecie. Nie traktuje tego jako mrzonkę, lecz jako konkretny kierunek, który nadaje sens każdemu treningowi. Jednocześnie podkreśla, że ta ambicja musi iść w parze z przyjemnością – bieganie ma sprawiać frajdę, nie tylko przynosić medale.