Anna Reimus-Dąbrowska zaprosiła mnie do podcastu Pasjonaci Życia i zadała pytania, których zazwyczaj nikt mi nie zadaje – nie o wyniki, ale o to dlaczego w ogóle biegnę. Po 18 latach biegania, debiucie maratońskim 2:18, srebrnym medalu Mistrzostw Polski w Ultra i starcie na Mistrzostwach Świata w biegach górskich, musiałem się zastanowić: kim naprawdę jestem poza bieganiem? I co jeść na 8 godzin biegu górskiego?
Rozmowa w podcaście Pasjonaci Życia zaczęła się od pytania, które mnie zaskoczyło: co byś powiedział o sobie w pierwszym zdaniu, skoro w drugim mówisz że jesteś biegaczem? Odpowiedź zajęła mi chwilę. Dziś powiedziałbym, że przede wszystkim jestem trenerem biegania. Biegacz to ważna część tożsamości, ale identyfikowanie się wyłącznie z wynikami sportowymi jest niebezpieczne – jedna kontuzja może zachwiać całym poczuciem wartości.
Zacząłem biegać w 2008 roku od biegów przełajowych, przez piłkę nożną, i zostałem przy bieganiu z kilku powodów. Po pierwsze: wynik zależy wyłącznie ode mnie. Po drugie: poczucie wolności, szczególnie w lesie i górach. Po trzecie: naturalny talent – nie tyle do szybkości, co do ciężkiej pracy. I po czwarte: mimo zakrętów i porażek nadal to robię, co samo w sobie uważam za swój największy sukces.
Opowiedziałem o tym, że dla mnie łączenie tych dwóch światów to świadomy wybór. Biegi górskie dają wolność, niepowtarzalne trasy i kontakt z naturą. Biegi uliczne dają wymierność – czas na zegarku, możliwość porównania się z innymi, jasny cel liczbowy. Razem tworzą balans, którego żaden z tych światów osobno nie zapewnia. Najdłuższy bieg górski jaki dotąd przebiegłem to 92 km z 4500 m przewyższenia w 8 godzin.
Anna zapytała o to, co jeść podczas długich biegów. Omówiłem kilka kluczowych zasad: przed krótkim treningiem wystarczy biała bułka z dżemem lub miodem, przed dłuższymi jednostkami warto dodać żel lub banana. Na biegach trwających powyżej 60–70 minut warto sięgać po źródła węglowodanów w regularnych odstępach. Błonnik – na przykład w daktylach – może być problemem, więc trzeba uważać. Podczas 8-godzinnego biegu spalamy od 8000 do 12000 kalorii, co wymaga zaplanowanego odżywiania na każdym punkcie kontrolnym.
Prosto jest też efektywnie. Nie potrzeba skomplikowanych strategii żywieniowych na treningi do 60 minut. Im dłuższy wysiłek, tym ważniejsze staje się regularne dostarczanie węglowodanów i nawodnienie. Kluczem jest ćwiczenie jedzenia podczas treningów – żołądek trzeba trenować tak samo jak nogi.
Na koniec powiedziałem to, co powtarzam też moim zawodnikom: bieganie jest proste, ale nie jest łatwe. Nie trzeba specjalistycznego sprzętu, nie trzeba skomplikowanych planów treningowych – trzeba regularności, cierpliwości i słuchania własnego ciała. A jeśli ktoś zaczyna przygodę z bieganiem, niech zaczyna powoli i niech nie porównuje się z innymi. Każdy zaczyna od innego miejsca i biegnie w innym tempie.