140 minut w maratonie – Andrzej Witek ŚOB #019

Postanowił pobiec maraton poniżej 2:20 – i zbudował wokół tego celu bloga, grupę fanów i kilka lat ciężkiej pracy. W tym odcinku rozmawiałem z Andrzejem Witkiem, autorem bloga „140 minut” i biegaczem, który w grudniu 2019 roku w Maladze pobiegł 2:23. Rozmawialiśmy o tym jak trenować samodzielnie na poziomie, który większości wydaje się nieosiągalny, jak nie dać się pandemii i o tym, dlaczego cel 2:20 może być zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem.

Kim jest Andrzej Witek?

Gościem tego odcinka był Andrzej Witek – amator biegowy z Wrocławia, trener biegania i autor bloga „140 minut”, który dokumentuje jego drogę do złamania bariery 2:20 w maratonie. Andrzej ma rekordy 1:26 w półmaratonie i 2:23 w maratonie pobity w Maladze. Sam sobie rozpisuje treningi, eksperymentuje z metodami i buduje wokół siebie społeczność ludzi ambitnie podchodzących do biegania.

Skąd wziął się cel 2:20?

Historia jest prosta i zabawna. Andrzej spotkał znajomego przy soku pomarańczowym, dowiedzieli się że najlepsi biegają maraton w dwie godziny, zrobili szybką matematykę na ławce i stwierdzili, że 2:20 jest granicą, która coś znaczy – i która w zasadzie powinna być do osiągnięcia. Na drugi dzień Andrzej pobiegł pierwsze kilometry z myślą o maratonie. I tak się zaczęło.

Siedem lat od debiutu do Malagi

Andrzej debiutował w 2012 roku wynikiem 2:57. Przez kolejne sezony poprawiał się mniej więcej o 7–8 minut rocznie. Złamał 2:30, potem 2:25. W Maladze w grudniu 2019 roku pobiegł 2:23 – i był szczerze zaskoczony, bo przygotowania były bardzo intensywne, ale też na granicy przetrenowania.

Jak trenować samemu na poziomie sub-2:25?

Andrzej jest przekonany, że podstawą jest metodyka Danielsa – budowanie bazy tlenowej, mądrze dawkowane akcenty, ciągłość treningu. Przez lata eksperymentował: był czas na duże objętości, był czas na intensywne interwały, był czas na trening siłowy. Dziś jego trening to synteza tego co działało – i ciągłe poszukiwanie nowych rezerw.

Najtrudniejszy trening w życiu

Andrzej opisał tydzień przed Malagą, który wspomina jako najcięższy w karierze: trening ciągły, potem dzień odpoczynku, potem trening siłowy z przysiadami 100 kg i wykrokami 40 kg, potem start na 25 km jako rozgrzewka do zawodów na 10 km. I 48 godzin regeneracji, po których wrócił do treningu. Na krawędzi – ale się udało.

Pandemia i motywacja bez startów

Andrzej prowadził blog właśnie w czasie, gdy wszystkie zawody zostały odwołane. Przyznał szczerze: trochę stracił motywację, bo bez celu startowego trudno się nakręcać. Ale szybko przypomniał sobie, że forma nie czeka – i że za kilka miesięcy może żałować straconego czasu. I wrócił do treningu.

Co po 2:20?

Andrzej mówił o tym z uśmiechem: może zamknie bloga. Ale nie brzmiało to poważnie. Bardziej prawdopodobne, że apetyt rośnie w miarę jedzenia – i że po 2:20 pojawi się nowy cel. Góry, ultra, coś zupełnie innego? Zobaczymy. Na razie skupia się na tym, żeby w końcu tę barierę przekroczyć.

Najnowsze odcinki podcastu

Sebastian Białobrzeski o treningu do biegów ultra

Nie dotyczy to tylko Ciebie. Codzienne problemy biegaczy.

Moje błędy biegowe w 2025 roku