Nagrywamy po raz pierwszy online – i to właśnie w czasie pandemii, kiedy plany startowe rozsypały się jak domek z kart. W tym odcinku rozmawiałem z Adrianem Bednarem, biegaczem amatorem i dietetykiem, który trenuje samodzielnie i startuje w biegach na całym świecie – od Malezji po Ukrainę. Rozmawialiśmy o tym jak sobie radzić bez celów startowych, o diecie biegacza bez mitów i o tym, co zmienia powrót do biegania po kilku latach przerwy.
Gościem tego odcinka był Adrian Bednarek – biegacz amator z wieloletnim doświadczeniem, dietetyk pracujący z osobami aktywnymi fizycznie i pasjonat turystyki biegowej. Adrian startował m.in. w Malezji, na Ukrainie, w Barcelonie i w wielu polskich biegach. Sam sobie rozpisuje treningi i konsekwentnie realizuje swoje cele biegowe, łącząc je z podróżami.
Adrian wrócił do biegania po kilku latach, w których zajmował się crossfitem i sportami walki. Przyznał, że bieganie wróciło naturalnie, kiedy chciał zadbać o sylwetkę i poczuć się lepiej. Z czasem złapał bakcyla, zaczął startować i dziś jego najlepszy wynik na półmaratonie to 1:09:41 – pobity właśnie w Barcelonie, tuż przed pandemią.
Rozmowa odbywała się w kwietniu 2020 roku. Adrian przyznał, że na początku lekceważył zagrożenie, kontynuował przygotowania do Rotterdamu – który ostatecznie odwołano. Potem trochę stracił motywację, ale szybko się pozbierał. Stwierdził, że forma wypracowana przed pandemią nie może pójść na marne i że czas bez zawodów to okazja do dobrej pracy bazowej.
Adrian wyjaśnił swój system: najpierw szukasz ciekawego miejsca do odwiedzenia, potem sprawdzasz czy w tym czasie odbywają się jakieś zawody. Polecał aplikacje do odkrywania mało znanych miejsc i terytoriów, a do szukania biegów radził wpisywać po prostu nazwę miasta i słowo „maraton”. Podkreślił, że biegi zagraniczne często mają lepszą organizację niż wyobrażamy sobie z Polski.
Adrian obalił popularny mit, że dieta decyduje w 90 procentach o wynikach sportowych. Uważa, że trening jest najważniejszy, a dieta i suplementacja to ważne, ale wtórne elementy. Zamiast rewolucji żywieniowej poleca stopniowe budowanie zdrowych nawyków – takich, które można utrzymać latami, a nie tylko przez czas przygotowań do maratonu.
Adrian przyznał, że trenuje bez trenera i sam rozpisuje plany. Zaletą jest elastyczność i dostosowanie treningu do własnego życia. Wadą – trudność z obiektywną oceną tego, czy naprawdę jest się przemęczonym, czy tylko leniwym. Zdradził, że sięga po różne źródła wiedzy i że lubi eksperymentować z różnymi metodami.