Wnuk Edwarda Motyla, trenera Patrycji Wyciszkiewicz – i sam biegacz, który wie jak wygląda wyczynowe bieganie od środka. W tym odcinku rozmawiałem z Szymonem Bytniewski – doktorantem, trenerem dzieci i młodzieży i człowiekiem z kanałem na YouTubie, który chce wypełnić lukę w polskim biegowym contencie. Rozmawialiśmy o tym, co robi dziadek Motyl żeby jego zawodnicy chcieli trenować, dlaczego młodzież boi się sportu wyczynowego i co psuje relacje między trenerami w Polsce.
Gościem tego odcinka był Szymon Bytniewski – doktorant Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, trener biegania w klubie Unia Tarnów, instruktor lekkoatletyki i wnuk Edwarda Motyla, wieloletniego trenera Patrycji Wyciszkiewicz. Szymon sam biegał na poziomie juniorskim, a teraz głównie skupia się na pracy trenerskiej z dziećmi i amatorami. Prowadzi też kanał na YouTubie – Następny Krok – gdzie chce pokazywać bieganie od środka.
Szymon nie ukrywał, że największą inspiracją w jego życiu jest dziadek Edward. Trener od ponad 50 lat, człowiek który w wieku 83 lat kupił sobie nowy telefon, słucha Spotify i ogląda Netflix. Człowiek, który ze złamanymi żebrami poszedł na śniadanie i dopiero potem zadzwonił, że go trochę boli biodro. I człowiek, który zawsze traktował każdego zawodnika – talent czy przeciętny – z jednakową uwagą i szacunkiem.
Szymon wracał do tego wielokrotnie: najważniejszy w relacji trener-zawodnik jest dialog. Trener musi wiedzieć kiedy zawodnik ma egzamin, kiedy ma imprezę, kiedy boli go kolano. Bez tego nie ma mowy o mądrym planowaniu treningu. I – co ważne – obserwacja. Dobry trener widzi po tym, jak zawodnik biega, że coś jest nie tak. Jeszcze zanim ten cokolwiek powie.
Szymon wskazał na kilka przyczyn. Odpowiedzialność indywidualna – w drużynowym sporcie błąd rozmywa się na cały zespół, w lekkoatletyce jest twój i tylko twój. Presja wynikowa – dzieciaki przyzwyczajone do nagradzania za sam udział nagle stają przed realną rywalizacją. I brak cierpliwości rodziców, którzy widzą tylko oceny i egzaminy.
Szymon jest przekonany, że dzieci powinny jak najdłużej pozostawać w fazie wszechstronnego rozwoju. Jego treningi z dziećmi to gry, podskoki, rzuty, zbijaka – wszystko co buduje sprawność i koordinację, a nie specjalizację. Rekord życiowy na piątce przyjdzie sam, jak fundamenty będą solidne.
Szymon mówił o tym bez ogródek. Trenerzy traktują zawodników jak własność – nie chcą ich oddawać, nawet gdy zawodnik wyraźnie potrzebuje zmiany. Brakuje systemu, w którym pierwszy trener ma finansowy powód do tego, żeby dobrze wyszkolić zawodnika i wysłać go dalej. Bez takiego systemu zawodnicy ugrzęzną tam gdzie są – albo zostaną złamani.