Kilka lat temu biegała na przeciętnym polskim poziomie. Dziś ma wynik 2:34 w maratonie i walczyła o minimum olimpijskie do Tokio. Anna Bańkowska – żołnierz zawodowy, biegaczka i trenerka – jest żywym dowodem na to, że konsekwencja i cierpliwość potrafią zrobić z przeciętnego zawodnika kogoś wyjątkowego. W tym odcinku rozmawiałem o tym, jak wygląda trening kiedy nie ma czasu na trening, skąd czerpać motywację gdy wyniki nie przychodzą i jak wygląda przygotowanie do debiutanckiego maratonu które kończy się wynikiem 2:34.
Gościem tego odcinka była Anna Bańkowska – zawodowa żołnierz wojska polskiego, biegaczka długodystansowa i trenerka biegania. Jej rekordy życiowe mówią same za siebie: 32:56 na 10 kilometrów, 33:15 na bieżni i 2:34:57 w debiutanckim maratonie we Frankfurcie. Kilka lat temu Annie brakowało do polskiej czołówki bardzo wiele – dziś do niej należy.
Ania nie szuka dramatycznych odpowiedzi. Mówi po prostu: konsekwencja i cierpliwość. Zaczęła spokojnie, bez narzuconego tempa, pod okiem trenerki która wierzyła w długoterminowy proces. Przez lata juniorka – wyniki przeciętne. Jako senior – systematyczny wzrost. Nie ma tu żadnego cudownego składnika, jest za to systematyczna praca siedem razy w tygodniu przez wiele lat.
Ania studiowała biologię molekularną ze specjalizacją w genetyce – jeden z trudniejszych kierunków, jaki można sobie wybrać. Trenowała równolegle, studiowała dziennie i przez cały czas utrzymywała wysoki poziom sportowy. Dziś przyznaje, że to nauka na własnych błędach i sporo cierpliwości sprawiły, że jeszcze nie rzuciła ani sportu, ani nauki. Po studiach wstąpiła do wojska – i to tam ma warunki do profesjonalnego treningu.
Ania opowiadała o tym biegu z wyraźną radością. Wszystko się idealnie złożyło – forma, pogoda, odżywianie na trasie i brak kryzysu, który tak często dotyka debiutantów. Zaczęła spokojnie, nie przekraczała swojego tempa i nie wpadła w pułapkę zbyt wczesnego przyspieszenia. Końcówka była mocna, nie dramatyczna.
Ania wymieniła kilka typów treningów, które jej zdaniem zrobiły największą różnicę: czwórki na krótkiej przerwie, dwójki na krótkiej przerwie i dłuższe odcinki w tempie maratońskim. To nie są treningi dla każdego – wymagają solidnej bazy i doświadczenia. Ale właśnie takie jednostki nauczyły jej organizm łączyć odcinki w całość i wytrzymywać tempo przez czterdzieści dwa kilometry.
Ania trafiła do Mariusza Orlińskiego przez polecenie poprzedniego trenera, który skupił się na rodzinie i krótszych dystansach. Orliński – sam świetny maratończyk z wynikiem poniżej 2:12 – ma unikalną kombinację własnego doświadczenia na tym dystansie i pełne zrozumienie, że jego zawodniczka ma pracę, obowiązki i życie poza bieganiem. To indywidualne podejście i stały kontakt to fundament ich współpracy.
Ania przygotowywała się do sezonu 2020 bardzo solidnie. Mistrzostwa świata w przełajach, maraton w Wiedniu, kolejne starty. Pandemia odwołała wszystko jedno po drugim. Trening trwał – podtrzymujący, spokojny, bez konkretnego celu startowego. Teraz szykuje się do mistrzostw Polski na stadionie we Włocławku i planuje jesienią wrócić na maraton. Wierzy, że 2:34 to nie jest sufit.