Rok bez biegania, trzy kontuzje, operacja kolana – i nadal wierzy, że stać go na igrzyska. W tym odcinku rozmawiałem z Romanem Kwiatkowskim, zawodowym biegaczem na 1500 metrów i moim bardzo dobrym przyjacielem, który przez rok walczył z kontuzją, którą przez miesięcy nie potrafił zdiagnozować żaden lekarz. Roman opowiada szczerze o tym, jak psychicznie przetrwać rok bez ulubionej dyscypliny, co mu dało to wymuszone zatrzymanie i dlaczego wierzy, że Paris 2024 jest wciąż w zasięgu.
Gościem tego odcinka był Roman Kwiatkowski – mój bardzo dobry przyjaciel i zawodowy biegacz specjalizujący się w biegu na 1500 metrów. Przez 9 lat był profesjonalnym sportowcem, reprezentował Polskę na Mistrzostwach Świata Juniorów i Mistrzostwach Europy Młodzieżowych. Przez pięć lat był kadrowiczem Polskiego Związku Lekkoatletycznego. W chwili nagrywania tego odcinka dopiero wracał do zdrowia po poważnej operacji kolana, która zakończyła jego sezon 2019 zanim się zaczął.
Roman zaczął biegać w szkole podstawowej, wygrywając zawody powiatowe. Przez lata przegrywał z jednym chłopakiem, który trenował regularnie – aż do trzeciej klasy gimnazjum, gdy trenerka zaproponowała mu treningi. Najpierw odmówił – był zakochany w piłce nożnej. Potem zmienił zdanie. I to jeden z tych momentów, który zmienił wszystko.
Roman nie ukrywał, że pierwszy okres bez biegania był psychicznie bardzo trudny. Bieganie to dla niego nie hobby – to praca, tożsamość, codzienność przez ostatnie dziesięć lat. Najtrudniejsze nie było samo niedobieganie, ale niewiedza: przez wiele miesięcy nikt nie potrafił mu powiedzieć, co tak naprawdę mu dolega. Dopiero po kilku miesiącach błądzenia po lekarzach trafił do specjalisty z Łodzi, który postawił właściwą diagnozę.
Okazało się, że Roman ma wrodzoną wadę anatomiczną kolana – konflikt piszczelowo-udowy – która przez lata dawała objawy tylko podczas szybkiego biegania. Żadna fizjoterapia, żadne zastrzyki, żadna rehabilitacja tego nie naprawiła. Jedynym wyjściem była artroskopia. Po operacji pojawiły się komplikacje, przez trzy tygodnie leżał praktycznie nieruchomo. Dopiero w chwili nagrywania tego odcinka zaczął pierwszą poważną rehabilitację.
Roman opowiedział o jednym z najważniejszych biegów swojej kariery – w Anglii, gdy o 4 setne sekundy zrobił minimum na Mistrzostwa Europy. Cały dzień spędził na nerwach: wypadek na torze, pociąg stojący przez godzinę, taksówka z Torunia do Warszawy za 700 złotych, kolejka na kontrolę paszportową na lotnisku 45 minut przed odlotem. Na start dotarł. I dobiegł – z wynikiem, który pozwolił mu pojechać na swoje pierwsze seniorskie Mistrzostwa Europy.
Roman opowiedział też historię z Mistrzostw Polski, gdy zdobył brązowy medal na 3000 metrów, ale na dekorację nie dotarł – bo po biegu był tak wyczerpany, że przez pół godziny leżał w krzakach za stadionem, wychodząc z siebie. Kiedy w końcu przyszedł po medal, dekoracja dawno się skończyła. Medal odebrał od pani w biurze zawodów. Jedyna szansa, żeby stanąć na jednym podium z Adamem i Marcinem – zmarnowana przez fizjologię.
Roman nie mówi, że skończył. Mówi, że ma pięć lat. I wierzy, że mądry trening, zdrowie i ta bezczelność na starcie, o której mówił Adam Czerwiński – że na bieżni trzeba wierzyć, że można wygrać z każdym – mogą go zanieść dalej, niż ktokolwiek się spodziewa. Życzcie mu zdrowia.