Jak połączyć bieganie z podróżowaniem po całym świecie i przy okazji odwiedzić każde z 289 państw i terytoriów globu? W tym odcinku rozmawiałem z Wojtkiem Kopciem – podróżnikiem, organizatorem biegów i maratończykiem, który starty traktuje jako pretekst do odkrywania nowych miejsc. Wojtek mówi szczerze o swojej karierze juniorskiej, kontuzji Achillesa przez którą nie biegał przez lata, i o tym, dlaczego polscy zawodnicy nie są szanowani u siebie tak jak za granicą. To odcinek dla każdego, kto marzy żeby zobaczyć świat – i przy okazji pobiec na mecie.
Gościem tego odcinka był Wojciech Kopeć – podróżnik, maratończyk, organizator biegów i człowiek z misją: odwiedzić każde z 289 państw i terytoriów na świecie. Wojtek studiował w Stanach Zjednoczonych na Harding University w Arkansas, gdzie skończył aż trzy kierunki – biznes, marketing międzynarodowy i management. Stamtąd wywodzi się jego miłość do podróżowania i łączenia ich z bieganiem.
Wszystko zaczęło się od relacji z przyjaciółmi poznanymi w Stanach, do których Wojtek jeździ przy różnych okazjach. Skoro i tak leci gdzieś w świat, sprawdza czy w danym mieście lub kraju nie ma biegu. W ten sposób bieganie stało się naturalnym elementem każdej podróży – okazją do poznania miasta z perspektywy uczestnika zawodów, obserwowania jak biegi są organizowane i zbierania inspiracji dla własnych projektów.
Wojtek zaczął biegać późno w porównaniu do rówieśników, a mimo to szybko doszedł do bardzo dobrych wyników. Jako junior pobiegł 14:30 na 5 km i 30:11 na dychę na mistrzostwach Polski. Zdobył srebro, pokonując po drodze późniejszych olimpijczyków. Wydawało się, że czeka go poważna kariera.
Niestety, przewlekłe zapalenie ścięgna Achillesa nie pozwalało mu trenować w pełni przez lata. Biegał z bólem, na hamulcu, a wszyscy – trenerzy, działacze, sponsor – w pewnym momencie po prostu znikali. Pozostał tylko jego trener Zbigniew Ludwichowski. Po jedenastu latach Wojtek zdecydował się na operację u Ryszarda Biernata w Olsztynie, uważanego za jednego z najlepszych specjalistów od Achillesa w Polsce. Efekt był zaskakujący – operowany Achilles okazał się mocniejszy niż zdrowy.
Wojtek poruszył temat, który wraca w wielu rozmowach z biegaczami – brak szacunku do polskich zawodników ze strony rodzimych organizatorów biegów. Za granicą zapraszają go, dają hotel, traktują jak gościa. W Polsce musi sam za wszystko płacić i nikt nie pyta o jego obecność. Uważa, że maraton w Polsce jest mocny i mamy dobrych zawodników, ale ten szacunek po prostu nie istnieje.
Wojtek marzy o złamaniu 2:20 w maratonie, co uważa za realne. Jego rekord życiowy to 2:17 z Cypru. Przyznaje wprost, że ta liczba nie daje mu już wiele w sensie sportowym i zawodowym – nie wejdzie przez nią do elity, nie dostanie dużych pieniędzy. Daje mu jednak przepustki do mniejszych prestiżowych biegów i możliwość podróżowania.
Wojtek zdradził swój system: najpierw szuka tanich lotów z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a potem sprawdza czy w danym miejscu i czasie odbywa się jakiś bieg. Poleca aplikacje turystyczne do odkrywania mniej znanych terytoriów i państw, a do wyszukiwania biegów radzi wpisywać po prostu nazwę miasta i słowo „maraton”. Podkreśla, że najdroższych krajów warto szukać najpierw, bo te tańsze – jak Azja – będą dostępne zawsze.